Żarty się skończyły. Na bok sofciarskie płyty, dzisiaj o szatanie – Slayer nową płytę wydał. Ze Slayerem jestem od dziecka, na bieżąco od epokowego Reign in Blood z 1986 roku, a „Święta Trójca” Reign in Blood, South of Heaven i Seasons in the Abyss to dla mnie nie tylko niedościgniony do dziś wzorzec metalowego wypierdu, co jeden z kanonów mojej muzycznej edukacji. No i, powiedzcie sami, czy ja miałem szansę być normalny skoro wychował mnie Slayer? Tak silną emocjonalną więź jak ze Slayerem odczuwam z kilkoma zaledwie kapelami. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że każda kolejna płyta zespołu to dla mnie wydarzenie i sentymentalna podróż do thrashowej młodości.
No i jest nowa płyta. Napiszę to od razu, bo aż się do tego rwę – to najlepsza płyta Slayera od czasów Seasons in the Abyss sprzed niemal 20 lat, najbardziej agresywna od czasów klasycznego Reign in Blood i najlepiej brzmiąca sam nie wiem od kiedy. Już poprzedni album Christ Illusion z 2006 roku, na którym po raz pierwszy od 1990 roku mogliśmy usłyszeć oryginalny skład zespołu z Dave’m Lombardo na bębnach, zwiastował powrót Slayera do formy, ale dla mnie płyta była nieco zbyt hardcore’owa. Brakowało typowych slayerowych melodii i przebojowości. Na tegorocznym World Painted Blood mamy już wszystkie składniki na swoim miejscu.
Już od pierwszego na płycie, tytułowego World Painted Blood wiadomo, że jest bardzo dobrze. Typowe slayerowe umpa-umpa, gęste riffy, zasuwająca sekcja i wściekły wokal. Drugi na płycie Unit 731 jest wyjątkowy pod dwoma względami – po pierwsze, to chyba najszybszy kawałek zespołu od czasów Reign in Blood, po drugie zawiera jedną z najlepszych porcji bębnienia Lombardo ever. Dalej jest równie dobrze, przebój goni przebój, zespół zapierdala po staremu, chore solówki wyją i kwiczą tak jak u Slayera powinny. Czy to Snuff, Hate Worldwide czy Psychopathy Red (absolutny killer, takiego kawałka Slayer nie nagrał dawno), każdy kawałek okraszam dzikim headbangingiem. Gdzieś w połowie płyty myślę o wieszaniu plakatów zespołu w domu, a pod jej koniec jestem zdecydowany zapuszczać włosy i haftować pentagram na kurtce.
Slayer rzadko daje wytchnąć na tym albumie. Utwory Beauty Through Order i Playing With Dolls to bardziej atmosferyczne, refleksyjne, wolniejsze i pokręcone oblicze zespołu, przypominające Slayera raczej z okresu South of Heaven i Seasons in the Abyss, niż Reign in Blood. Można dać trochę odpocząć mięśniom szyi.
Na World Painted Blood zespół wreszcie brzmi tak jak powinien, dźwięk jest bardzo bezpośredni, agresywny i krwiście surowy, ma się wrażenie jak by było się w jednym pomieszczeniu z zespołem, a Araya wykrzykiwał swoje wersety prosto nam w twarz.
Ktoś stwierdził, że ta płyta mogła zostać zatytułowana Reign in Blood Revisited, tak wyraźnie czerpie wzorce z klasyka. I co z tego, że Slayer wykorzystuje całą paletę swoich starych trików? Gdy tych trików przez lata brakowało to wszyscy na to narzekali i tęsknili za nimi niemiłosiernie. Nawet jeśli są to stare triki to są to ich własne triki, to oni je wymyślili, oni je doprowadzili do mistrzostwa i oni mają prawo je stosować po wsze czasy, bo nikt nie robi tego lepiej. Slayer to jeden z zespołów najbardziej wiernych swojemu repertuarowi. Metallica niech gra radiowe ballady, Anthrax i Megadeth niech dobijają do trzeciej dziesiątki w rotacji składu i drugiej dziesiątki miernych płyt, a czwórka ze Slayera niech nagrywa dalej takie same płyty. Niczego więcej od nich nie oczekuję i o nic więcej ich nie proszę. Slayer ma zapierdalać. Taki jest porządek świata.
A teraz głośniki na full i gramy!
jako osoba ze slayerem od dziecka związana (bylem w zabrzu w ’92)stwierdzam co następuje: płyta jest bardzo dobra, ale jak dla mnie porównywalna z christ illusion. Zresztą od diabolus in musica mają identyczne patenty i brzmienie na kolejnych płytach nawet pomimo roszady bostaph-lombardo. Nie wierze ze mnie czymś zaskoczą, ale nawet tego nie chcę…
Klasyki Slayera:
- Hela Wjedź
))))
- Stał za Chlebem
- Szał na Marsie
Łezka się w oku kręci, mama z kuchni krzyczała – zgaś tych szatanów, a ja podkręcałem głośniej wieżę UNITRY z gramofonem ADAM i mówiłem matce, żeby wsłuchała się w intro na South of Heaven – w końcu kapitulowała, bo i tak to wg niej lepsze od Venoma było
oryginalne wydanie South of Heaven na vinylu zakupione w trakcie wakacji w Grecji mam do dziś – człowiek się zesrywał, żeby najmniejszej ryski na płycie nie było a koledzy z podwórka przychodzili potrzymać na chwilę w rękach prawdziwy ORYGINAŁ
man… zacne historie
), dla mnie te czasy są nierozłącznie związane ze stertami czerwonych stilonówek
niestety, oprócz Czerwonych Gitar i Niebiesko-Czarnych po rodzicach, nigdy nie posiadałem vinyli (jakoś nie wciągnął mnie ten fetysz
bromba -> moim zdaniem Diabolus in Musica to ich najsłabsza regularna płyta. No nie mogę się jakoś bardziej do niej przekonać…
A ja, choć uwielbiam Reign, South i Seasons, nie jestem w stanie słuchać ostatnich trzech płyt Slayera. Diabolus, mimo że zalatywał hardcorem i nowoczesnymi brzmieniami (powiedziałbym, że nawet nu metalem), był ostatnim bardzo dobrym albumem Slayera. Potem nastąpił czas wypełniaczy, czyli 3-4 dobre kawałki na płycie, a reszta nuda.
World Painted Blood nie jest dla mnie godnym spadkobiercą Reign In Blood, bo po prostu nie posiada żadnych powalających kawałków. Owszem, jest ostro, agresywnie, precyzyjnie, ale Slayer zawsze tak grał, więc nie ma czym się specjalnie ekscytować.
A materiał z Death Magnetic czy nawet St.Anger mimo różnych wad, miażdży ostatnie dokonania Slayera pod względem pomysłów, riffów i adrenaliny. Zresztą Testament lub choćby Kreator też całkiem niedawno nagrali dużo ciekawsze thrashowe płyty niż King i spółka. Z całym szacunkiem i sympatią dla twórców Reign In Blood, ich czas chyba dobiega końca.
Ja wolę jak Slayer nie kombinuje, tylko łoi swoje i pewnie dlatego Diabolus mi się nie podoba. A ostatnie 2 płyty przypadły mi do gustu między innymi dlatego, że wrócili w dużej mierze do swojego właściwego grania.
Nie zgodzę się też, że na World Painted Blood nie ma wymiataczy, porównanie z Reign in Blood wypada może słabo, bo te kawałki znasz na pamięć, a z nowymi jeszcze się nie miałeś szans tak osłuchać
Ostatnie dokonania Metalliki jakoś niespecjalnie mnie biorą…