Record Store Day

Pomysł na Record Store Day powstał w 2007 roku w głowach kilku właścicieli niezależnych sklepów płytowych w Stanach Zjednoczonych. W czasach, gdy rynek muzyki przechodzi gwałtowną digitalizację, a sprzedaż muzyki na fizycznych nośnikach z roku na rok maleje, Record Store Day w ciągu tych zaledwie kilku lat stał się prawdziwym świętem całej kultury związanej z niezależnymi sklepami płytowymi. Do akcji szybko przyłączyło się ponad 700 sklepów w USA i setki sklepów na całym świecie, które każdego roku w trzecią sobotę kwietnia wspólnie z artystami organizują wiele ciekawych wydarzeń.

record_storeTego dnia, setki artystów w Stanach Zjednoczonych i w różnych krajach na całym świecie spotykają się z fanami w sklepach płytowych i dają specjalne koncerty. Obok tego organizowane są przeróżne imprezy towarzyszące, spektakle i parady. Największą atrakcję tego dnia stanowią jednakże specjalne edycje albumów na winylach i CD, dziesiątki unikalnych wydawnictw przygotowanych przez artystów i niezależne wytwórnie specjalnie na ten dzień oraz różne inne promocyjne produkty. Wszystko po to, by zachęcić ludzi do ruszenia się sprzed monitora komputera i, zamiast empetrójek, kupienia kilku atrakcyjnych płyt w tradycyjny sposób.

Z roku na rok skala przedsięwzięcia rośnie. W 2008 roku na Record Store Day przygotowano około 10 specjalnych wydawnictw, rok później już około 85, a w tym roku liczba ta przekroczyła już 150 limitowanych edycji. W ciągu tych kilku lat tradycją stało się już, że tego dnia artyści wydają nowe single, płyty z niepublikowanymi wcześniej utworami, covery, remiksy i inne specjalne niespodzianki. Wielu artystów prezentuje tego dnia po raz pierwszy nowe utwory na żywo.

record_store_2W tym roku, trzeci z kolei Record Store Day przypadł 17 kwietnia, a oficjalnym ambasadorem tegorocznej edycji został Josh Homme. Jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzeń była premiera nowej piosenki Blur – Fool’s Day – pierwszego nowego nagrania zespołu od 7 lat. Specjalny show z prezentacją premierowego materiału zapowiedzieli The Smashing Pumpkins, a wielu innych artystów dało okolicznościowe koncerty. Pełną listę wydawnictw przygotowanych specjalnie na ten dzień możecie podejrzeć tutaj.

Do akcji, poza USA, przyłączyły się już sklepy płytowe z 18 krajów. Niestety, ta szlachetna idea nie znalazła jeszcze swoich zwolenników w Polsce. Ale czy w naszym kraju są jeszcze niezależne sklepy płytowe z prawdziwego zdarzenia? Takie, w których można swobodnie pogadać z właścicielem-pasjonatem albo w trakcie buszowania między półkami spotkać kogoś kto podziela naszą pasję? Czy rynek płytowy w Polsce bezpowrotnie zdominowały już wielkopowierzchniowe, bezduszne hangary pokroju różnych empików, media marktów, saturnów i mega avansów, gdzie trafienie na sprzedawcę, który wie co ma na półkach graniczy z cudem? A może takich prawdziwych niezależnych sklepów płytowych, takich jak choćby ten sportretowany przez Nicka Hornby’ego w High Fidelity (pol. tłum. Wierność w stereo), nigdy u nas nie było?

Bookmark and Share

3 Responses to “Record Store Day”

  1. zwei says:

    No popada kolega w nieuzasadniony defetyzm… To, że wydarzenie nie ogarnęło swym zasięgiem kraju nad Wisłą nie oznacza, że nie ma dobrych sklepów, prowadzonych przez prawdziwych pasjonatów. W Poznaniu wystarczy wymienić Fripp, poza tym sklep muzyczny na rogu Wielkiej i Szewskiej (nie pamiętam nazwy)… W każdym z tych przybytków sprzedawca powie Ci w jakich gaciach wystąpiła w trakcie sesji nagraniowej artystka wykonująca trzysekundową partię wokalną w trzecim utworze :)

  2. marazz says:

    Znam te sklepy. Mają dość wąską specjalizację i akurat taką, która mnie mniej interesuje (Fripp zdaje się jest przede wszystkim jazzowy, a ten drugi to chyba głównie hard rock sprzed kilku dekad). Poza tym oba, jeśli mnie pamięć nie myli, mają wielkość kiosku ruchu i do oferty można mieć sporo zastrzeżeń. Znasz jakiekolwiek miejsce gdzie obok zdartych staroci można kupić nowości, to czego dzisiaj słucha świat?

  3. zwei says:

    hmmm, no piszesz ogólnie o niezależnych sklepach płytowych. Te dwa, które wymieniłem akurat do tej grupy się zaliczają. Fakt – Fripp to głównie jazz i pochodne, w Art Rock właściciel wszedł do lasu w czasach, w których Fish zastanawiał się czy założyć zespół czy sklep ze sprzętem wędkarskim i do dziś z tego lasu nie wyszedł. Fakt II- daleko tym miejscom do sklepów chociażby z Berlina, gdzie płyt jest tyle, że można gmerać tygodniami. Ale są. Skoro są i działają to:
    1. Mają klientów
    2. Właściciele sa fanami tego a nie innego brzmienia

    wniosek:
    w Poznaniu (bo o nim rozmawiamy) brakuje pasjonatów poszukujących nowych brzmień chcących zainwestować w tego rodzaju przybytek (bo w brak chętnych do kupna takich płyt nie wierzę).
    Może to pomysł dla Ciebie….?

Leave a Reply