Jednego mniej

delphic_acolytePrzez ostatnie tygodnie biłem się z myślami czy w ogóle jest sens o tej płycie pisać. Wspomniałem jednak kiedyś o niej w Koszyku, więc ostatecznie postanowiłem rozprawić się z tym wydawnictwem. Mowa o Delphic i ich wydanej przed kilkoma tygodniami debiutanckiej płycie Acolyte, najbardziej przereklamowanej, przehype’owanej i przecenionej, a jednocześnie bezwartościowej rzeczy z jaką się ostatnio zetknąłem.

Ten album można by wykorzystać jako doskonały przykład do rozważań na temat przypadków wtórności we współczesnej muzyce lub analizy zjawiska kreowania totalnie sztucznego hype’u. Z tym że te tematy są już tak samo wyeksploatowane i przerobione na wszystkie sposoby jak formuła muzyczna Delphic, więc nie ma sensu pisać oczywistego.

Acolyte zawiera muzykę wtórną, nudną i bez charakteru. Poza trzema, znanymi wcześniej singlami, które same też szybko nużą, na płycie nie ma praktycznie żadnej odrobinę choćby ciekawej propozycji. Jest za to sporo przykładów odwrotnych, jak dla przykładu utwór tytułowy, blisko dziewięciominutowa żenująca mieszanka jakiegoś euro-dance i techno-popu (wymyślam na gorąco). Niestety, równie miałko wypada każdy utwór zamieszczony na płycie, bezdusznie i bezrefleksyjnie sformatowany według tego samego sztampowego wzorca. Całość tworzy monotonną masę bez polotu. Nie wiem jakie były zamierzenia twórców, ale mam wrażenie, że tą płytą nie udało się osiągnąć nic.

Oczywiście, hype był na wyrost, a porównania z New Order kompletnie chybione. Delphic, bardziej niż New Order, przypominają ostatnie dokonania Bloc Party, co nie jest bynajmniej powodem do dumy, bo ostatnia płyta Bloc Party to kiepski wzór do naśladowania.

Nie ma nic złego w pojawianiu się kiepskich płyt. Więcej, nie ma nawet nic złego, gdy czasem takiej płyty zdarzy nam się posłuchać. Czynność ta, jakkolwiek daleka od przyjemności i sensownego spożytkowania czasu, pozwala kształtować opinie i doceniać płyty dobre. Wyrzucenie płyty (czasem dosłowne) traktuję jako oczyszczający przejaw asertywności i wyraz dojrzałości smaku muzycznego. Nie oszukujmy się, każdy z nas trafia na kiepskie płyty, nie wszystkie plewy da się odrzucić na etapie preselekcji.

Acolyte to płyta, na którą zwyczajnie szkoda czasu. Jednego kandydata do tytułu debiutu roku mniej.

Bookmark and Share

3 Responses to “Jednego mniej”

  1. zwei says:

    Wczoraj przeglądałem ostatni numer Przekroju i tam recenzja w podobnym tonie. Posłuchałem kilku utworów. Naprawdę nie wiem, czym BBC się tak jarało okrzykując ich kandydatem do debiutu roku. No, chyba że w kategorii “Best Music for Public Elevators” ;) ))

  2. bertski says:

    De gustibus… – masz racje. moim zdaniem swietny krazek. Zdecydowanie lepsze takie brzmienie niz np. “wyhajpowane” nudziarskie The xx.

  3. marazz says:

    Bert -> jak to często bywa, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, czyli w tym przypadku: czego się oczekuje od płyty, jakich emocji szuka w muzyce itp.
    Dla mnie Delphic jest nie mniej wyhajpowany niż The xx, a ci drudzy z “używanych” elementów złożyli przynajmniej coś oryginalnego i intrygującego. Niestety nie da się tego powiedzieć o Delphic, którzy płyną tylko na modzie łączenia elektroniki z gitarami na potrzeby parkietu.
    Ale, oczywiście, to tylko moje zdanie, szanuję zdania odmienne, bo, jak to zostało powiedziane – de gustibus… :)

Leave a Reply