<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>marazz</title>
	<atom:link href="http://marazz.com/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://marazz.com</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 14 Jul 2010 17:49:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>The National aż do obrzydzenia</title>
		<link>http://marazz.com/the-national-az-do-obrzydzenia</link>
		<comments>http://marazz.com/the-national-az-do-obrzydzenia#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 17:31:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[berlin]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[the national]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=409</guid>
		<description><![CDATA[O tej płycie miałem napisać już dawno. Potem się rozmyśliłem. Potem znowu miałem napisać. Ale nie napisałem. No więc piszę. Piszę dlatego, że o płycie piszą wszyscy, przyłączając się ślepo do chóru piewców, że oto mamy nowych bożyszczy. Piszę sprowokowany faktem, że o The National napisał nawet tygodnik opinii dla mało wymagających ludzi nie posiadających [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-414" title="the_national_high_violet" src="http://marazz.com/obrazki/the_national_high_violet2-225x225.jpg" alt="" width="225" height="225" />O tej płycie miałem napisać już dawno. Potem się rozmyśliłem. Potem znowu miałem napisać. Ale nie napisałem. No więc piszę. Piszę dlatego, że o płycie piszą wszyscy, przyłączając się ślepo do chóru piewców, że oto mamy nowych bożyszczy. Piszę sprowokowany faktem, że o The National napisał nawet tygodnik opinii dla mało wymagających ludzi nie posiadających własnych opinii, czyli <em>Przekrój</em> i tylko czekać, gdy artykuły o zespole pojawią się w <em>Gościu Niedzielnym</em> i <em>Wiadomościach Wędkarskich</em>. Piszę dlatego, że prawie wszyscy wciskają kit. Zespół istnieje od jedenastu lat, przed tegorocznym <em>High Violet</em> wydał cztery równie znakomite płyty (nie licząc jednej ep-ki), uznanie zyskał już debiutanckim albumem i nagle, po tylu latach, całe te lamerskie masy dokonały cudownego odkrycia zespołu. Żeby było dziwniej, zjawisko nie dotyczy tylko naszego krajowego zaścianka, gdzie dość normalne jest, że odkryciem roku zostaje artysta z kilkunastoletnim dorobkiem i tego typu odgrzewane rewelacje zdarzały się już nie raz, ale sytuacja ma miejsce w pewnym stopniu również na bardziej rozwiniętych rynkach, gdzie świadomość muzyczna fanów wydawałaby się większa.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla kogoś, kto z The National zetknął się po raz pierwszy właśnie przy okazji <em>High Violet</em> zespół pewnie jest odkryciem. Gdy czytam te wszystkie teksty o płycie, nie mam wątpliwości, że do ich pisania zabrali się (zostali zaangażowani) mocno przypadkowi „specjaliści”, na co dzień zasłuchani w U2 i Coldplay. Powtarzane ślepo jeden za drugim porównania, to do Leonarda Cohena, to do U2 właśnie, mają taką samą wartość, co wiedza muzyczna i osłuchanie tych „specjalistów” właśnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>High Violet</em> wpisuje się bez zaskoczenia w progres stylistyczny zespołu jaki dokonywał się z albumu na album, a który osiągnął swoje maksimum na poprzedniej płycie <em>Boxer</em> z 2007 roku. Tegoroczne wydawnictwo nie przebija poprzedniego. Wzorem wszystkich płyt zespołu, płyta błyszczy bogactwem melodii, jednakże brzmieniowo i klimatycznie zespół utracił nieco intymności, która do tej pory zdawała się być najważniejszym znakiem rozpoznawczym grupy. Mam wrażenie, że na <em>High Violet</em> jest toporniej, bardziej łopatologicznie i bez niedomówień.</p>
<p style="text-align: justify;">W maju miałem okazję zobaczyć zespół na żywo w berlińskiej Astra Kulturhaus. Kto miał okazję ich widzieć na scenie (zespół występował w zeszłym roku na Off Festival), ten wie, że The National koncerty daje świetne. Nie inaczej było w Berlinie. <a href="http://www.setlist.fm/setlist/the-national/2010/astra-berlin-germany-6bd4e2fe.html" target="_blank">Zestaw piosenek</a> niemal modelowy (pamiętając, że był to koncert w ramach trasy promującej nowy album), a zespół w doskonałej formie. Połowę koncertu stanowiły utwory z nowego krążka (zespół zagrał całą płytę), połowę starsze numery, ze szczególnym naciskiem na piosenki z <em>Boxer</em> i <em>Alligator</em>, dwóch poprzednich, doskonałych wydawnictw grupy. Całość przepojona doskonałym kontaktem z publiką, a niewymuszony i autentycznie dowcipny stage banter sprawił, że nawet spapranie jednego kawałka zostało przyjęte z dużą dozą sympatii.</p>
<p style="text-align: justify;">The National starają się łączyć ogień z wodą. Z jednej strony na nowej płycie jednoznacznie stroją zaloty do mainstreamowej publiczności, z drugiej udają, że nic się nie zmienili i robią wszystko by zachować swój nowojorski urok niezależnego bandu. I choć powszechne zachwyty, dominujące w ocenach najnowszych dokonań grupy, świadczą o udanym podboju masowych gustów, sukces jest moim zdaniem powierzchowny. The National zyskują obecnie co prawda poklask i sympatię w oczach dotychczasowych fanów U2 czy Coldplay, ale wydaje mi się, że stracili sporo u swoich twardych zwolenników, dla których jeszcze niedawno stanowili niemal obiekt kultu.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie wierzcie pseudo-recenzjom <em>High Violet</em> w <em>Gościu Niedzielnym</em> i <em>Wiadomościach Wędkarskich</em>. Nie wierzcie temu, co napisałem powyżej. Posłuchajcie The National. Ale proszę, nie tylko <em>High Violet</em>, ale przynajmniej też wcześniejszych <em>Alligator</em> i <em>Boxer</em>.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/yfySK7CLEEg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1?rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/yfySK7CLEEg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1?rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/the-national-az-do-obrzydzenia/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Skąpany w słońcu</title>
		<link>http://marazz.com/skapany-w-sloncu</link>
		<comments>http://marazz.com/skapany-w-sloncu#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 14:07:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[chill-out]]></category>
		<category><![CDATA[chillwave]]></category>
		<category><![CDATA[glo-fi]]></category>
		<category><![CDATA[toro y moi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=391</guid>
		<description><![CDATA[Każdego roku media muzyczne zdają się prześcigać w wymyślaniu kolejnych „gatunków” muzycznych, które rzekomo aktualnie rządzą, względnie zaraz zaczną rządzić. Wiadomo, biznes musi się kręcić, nie mam z tym generalnie problemu. Pojęciami, które w 2009 roku zrobiły w ten sposób całkiem sporą karierę były m.in. chillwave i glo-fi. Już same nazwy nie zachęciły mnie do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-402" title="toro_y_moi_causers" src="http://marazz.com/obrazki/toro_y_moi_causers1-225x225.jpg" alt="" width="225" height="225" />Każdego roku media muzyczne zdają się prześcigać w wymyślaniu kolejnych „gatunków” muzycznych, które rzekomo aktualnie rządzą, względnie zaraz zaczną rządzić. Wiadomo, biznes musi się kręcić, nie mam z tym generalnie problemu. Pojęciami, które w 2009 roku zrobiły w ten sposób całkiem sporą karierę były m.in. chillwave i glo-fi. Już same nazwy nie zachęciły mnie do głębszego spenetrowania tego terenu, bo sugerują coś zupełnie przeciwnego od tego, co najbardziej cenię w muzyce, czyli krew, pot i łzy, a nie jakieś leniwe popierdywanie do drzemki na werandzie. Poprzestałem więc na powierzchownych odsłuchach.</p>
<p style="text-align: justify;">Mniejsza jednak o etykiety, to co się liczy to fakt, że <em>Causers of This</em> to płyta znakomita, która pochłonęła mnie bez reszty, trzyma mocno i nie chce puścić. A podchodziłem do niej trochę jak do jeża. Próbki sypialnianej twórczości Chaza Bundicka, kryjącego się pod projektem Toro Y Moi, zaczęły się pojawiać już wiele miesięcy temu, ale nie poświęciłem im zbyt wiele uwagi. Wydanego na początku lutego albumu też nie od razu posłuchałem.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie wiem jaka jest zwykle pogoda w Południowej Karolinie, ale oceniając po szerokości geograficznej, sądzę, że jest tam całkiem przyjemnie. Słońca pewnie nie brakuje, a zabawowy naród beztrosko spędza czas na leżaczkach przy basenie. Okulary przeciwsłoneczne na nosie, uśmiech na twarzy i kolorowy drink w dłoni. Taki przynajmniej obraz maluje Bundick na <em>Causers of This</em>. Muzyka rozlewa się błogo, obleka pełnym słońcem i przyjemną bryzą, toczy z głośników leniwie w sam raz na tyle by się rozmarzyć, a nie usnąć. Oślepione słońcem oczy i zamglony drinkiem umysł sprawiają, że otoczenie staje się rozmyte i lekko nierealne. Powietrze drży od upału i wszystko toczy się w nieco zwolnionym tempie.</p>
<p style="text-align: justify;">Otwierająca album hipnotyczna, dream-popowa <a href="http://www.youtube.com/watch?v=8vUY2n633cY&amp;playnext_from=TL&amp;videos=uS15bEX3a1w" target="_blank"><em>Blessa</em></a> od razu wprowadza w przyjemny, lekki nastrój. Delikatnie szemrzące gitary i stłumiony beat płynnie przechodzą w rozmarzone synth-popowe <em>Minors</em> i już w tym momencie płyta ma mnie w całości. Doskonale jest do samego końca, nie ma tu słabego utworu, nie ma wypełniacza. Mamy tu i biały soul, i R&amp;B, i hip hop, i syntezatorowy pop, i dance, i house, i sampling (you name it!), a wszystko w elektronicznym, lekko psychodelicznym sosie, przyrządzonym z dużym wyczuciem i zdradzającym spory sentyment do brzmień lat 80-tych ubiegłego wieku (tytułowy, zamykający płytę, <em>Causers of This</em> to wprost pełen zapożyczeń hołd dla tej dekady). Mieszanka sprawdza się znakomicie, przyjemnie buja i wprowadza w błogostan.</p>
<p style="text-align: justify;">Chaz Bundick zrobił płytę, która bez wątpliwości mieści się w kategoriach chill-out’u. Ale nie dajcie się zwieść tej etykiecie, muzyka Toro Y Moi nie nudzi i nie muli jak większość chill-out’owych smęciarzy. Na tej płycie dzieje się tak dużo, że można jej słuchać na okrągło naprawdę długo (czego jestem żywym dowodem), odkrywając coraz to nowe detale i delektując się ukrytymi w niej smaczkami. Płyta wymaga nieco czasu by to wszystko wychwycić i docenić, ale nagradza słuchacza z nawiązką swoją głębią i różnorodnością.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Causers of This</em> to przejaw muzycznej inteligencji, erudycji i innowacyjności jej twórcy. Facet osiągnął chyba mistrzostwo w tym co robi i nie bardzo potrafię sobie wyobrazić by w tym „gatunku” ktokolwiek potrafił go pobić. A sam Bundick zapowiedział już kolejną płytę i to jeszcze w tym roku.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/3gxhLiNypVU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/3gxhLiNypVU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/skapany-w-sloncu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiosna Panie Sierżancie</title>
		<link>http://marazz.com/wiosna-panie-sierzancie</link>
		<comments>http://marazz.com/wiosna-panie-sierzancie#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Apr 2010 12:54:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>
		<category><![CDATA[shout out louds]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=379</guid>
		<description><![CDATA[Przyszła wiosna, a wraz z nią moje zapotrzebowanie na takie granie. Na muzykę, która dobrze nastraja, zbyt mocno nie absorbuje, nie rości sobie pretensji, nie rozpycha się w głośnikach. Na muzykę, która ma po prostu cieszyć i wprawiać w dobry nastrój. Mówiąc krótko, mam ochotę na dobry pop. Na Szwedów zawsze można było liczyć w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-382" title="shout_out_louds_work" src="http://marazz.com/obrazki/shout_out_louds_work1-225x225.jpg" alt="shout_out_louds_work" width="225" height="225" />Przyszła wiosna, a wraz z nią moje zapotrzebowanie na takie granie. Na muzykę, która dobrze nastraja, zbyt mocno nie absorbuje, nie rości sobie pretensji, nie rozpycha się w głośnikach. Na muzykę, która ma po prostu cieszyć i wprawiać w dobry nastrój. Mówiąc krótko, mam ochotę na dobry pop.</p>
<p style="text-align: justify;">Na Szwedów zawsze można było liczyć w tej kategorii. W końcu legenda Abby zobowiązuje. Co prawda czasem prowadziło to Skandynawów gdzieś na manowce w stylu Roxette czy Ace of Base, ale co do zasady to naród, który na porządnym popie się zna. Od bardziej mainstreamowych The Cardigans, Jose Gonzaleza czy Peter Bjorn and John po przeróżne odcienie indie w wydaniu The Tough Alliance, Melpo Mene, Air France, Jensa Lekmana czy Lykke Li, ze Szwecji w miarę regularnie dostajemy jakiś kawałek ciekawego popu (dorzucę jeszcze Sambassadeur z nowszych rzeczy i dalej nie wymieniam, bo i miejsca szkoda i pamięć już w tym wieku nie ta).</p>
<p style="text-align: justify;">Gdzieś w tym gronie całkiem dobrą pozycję zajmują od blisko dekady sztokholmczycy z Shout Out Louds oferujący bezpretensjonalną, ale niebanalną mieszankę popu i lekkiego gitarowo-syntezatorowego rocka. Zwrócili na sobie uwagę już pierwszym albumem, szerzej zaistnieli drugim, teraz wracają z trzecim wydawnictwem <em>Work</em>.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-385" title="shout_out_louds_band_2" src="http://marazz.com/obrazki/shout_out_louds_band_22-225x149.jpg" alt="shout_out_louds_band_2" width="225" height="149" />Trzeba od razu przyznać, że Shout Out Louds nie lubią chyba tkwić zbyt długo w jednym miejscu, bo każdy ich album zawiera nieco inaczej zabarwioną muzykę. Energetyczny, wystrzałowy debiut, potem bardziej emocjonalna, bardziej melancholijna, głębsza i bogatsza brzmieniowo druga płyta (z pamiętnym <a href="http://www.youtube.com/watch?v=NPQco3-7u5I&amp;playnext_from=TL&amp;videos=dh4PV2yYfhQ" target="_blank"><em>Impossible</em></a> w zestawie). Tegoroczny <em>Work</em> to znowu coś trochę innego. Phil Ek, producent znany ze współpracy m.in. z Built To Spill czy The Shins, uprościł brzmienie zespołu, kierując je na nieco bardziej rockowe tory. Nadal jest tu sporo melancholii, ale w porównaniu z poprzednią płytą, <em>Work</em> brzmi bardziej bezpośrednio i rzeczowo. Mniej tu pastelowych, rozmytych klimatów, a więcej zdecydowania i wyrazistości w doborze środków.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdzieś padł zarzut, że poza singlowymi <a href="http://marazz.com/shout-out-louds" target="_self"><em>Walls</em></a> i <em>Fall Hard</em> niewiele się na płycie dzieje. Zupełnie się z tym nie zgadzam, płyta pełna jest chwytliwych popowych melodii, a singlowy potencjał tkwi również w <em>1999</em>, <em>Throwing Stones</em> czy <em>Show Me Something New</em>. Kluczem do odbioru tej płyty jest zrozumienie, że zespół nie staje w kolejce po laury za oryginalność ani nie aspiruje do miana liderów przełomu. W ich muzyce czytelnie pobrzmiewają echa twórczości The Cure, New Order czy Belle and Sebastian i zespół nawet tego jakoś specjalnie nie tuszuje. Mam wrażenie, że Shout Out Louds chcą po prostu dostarczać rozrywkę na dobrym poziomie, przy okazji samemu dobrze się bawiąc.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Work</em> nie jest wielką płytą, jednak na tyle sympatyczną by utrzymać uwagę słuchacza i by do tych piosenek chciało się wracać. To przyjemna, pogodna, choć momentami nieco refleksyjna, znakomicie zrealizowana płyta, która doskonale sprawdza się w drodze i sprawia, że mijane pejzaże wydają się ładniejsze. Towarzysz w sam raz na wyczekane od miesięcy nadejście wiosny, pierwsze poważniejsze promienie słońca, zieleniące się drzewa i nadzieję, że wszystko będzie już dobrze.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/CZPSyI4Zybo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/CZPSyI4Zybo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/wiosna-panie-sierzancie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Record Store Day</title>
		<link>http://marazz.com/record-store-day</link>
		<comments>http://marazz.com/record-store-day#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 07:19:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[record store day]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=373</guid>
		<description><![CDATA[Pomysł na Record Store Day powstał w 2007 roku w głowach kilku właścicieli niezależnych sklepów płytowych w Stanach Zjednoczonych. W czasach, gdy rynek muzyki przechodzi gwałtowną digitalizację, a sprzedaż muzyki na fizycznych nośnikach z roku na rok maleje, Record Store Day w ciągu tych zaledwie kilku lat stał się prawdziwym świętem całej kultury związanej z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Pomysł na Record Store Day powstał w 2007 roku w głowach kilku właścicieli niezależnych sklepów płytowych w Stanach Zjednoczonych. W czasach, gdy rynek muzyki przechodzi gwałtowną digitalizację, a sprzedaż muzyki na fizycznych nośnikach z roku na rok maleje, Record Store Day w ciągu tych zaledwie kilku lat stał się prawdziwym świętem całej kultury związanej z niezależnymi sklepami płytowymi. Do akcji szybko przyłączyło się ponad 700 sklepów w USA i setki sklepów na całym świecie, które każdego roku w trzecią sobotę kwietnia wspólnie z artystami organizują wiele ciekawych wydarzeń.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-374" title="record_store" src="http://marazz.com/obrazki/record_store1-225x168.jpg" alt="record_store" width="225" height="168" />Tego dnia, setki artystów w Stanach Zjednoczonych i w różnych krajach na całym świecie spotykają się z fanami w sklepach płytowych i dają specjalne koncerty. Obok tego organizowane są przeróżne imprezy towarzyszące, spektakle i parady. Największą atrakcję tego dnia stanowią jednakże specjalne edycje albumów na winylach i CD, dziesiątki unikalnych wydawnictw przygotowanych przez artystów i niezależne wytwórnie specjalnie na ten dzień oraz różne inne promocyjne produkty. Wszystko po to, by zachęcić ludzi do ruszenia się sprzed monitora komputera i, zamiast empetrójek, kupienia kilku atrakcyjnych płyt w tradycyjny sposób.</p>
<p style="text-align: justify;">Z roku na rok skala przedsięwzięcia rośnie. W 2008 roku na Record Store Day przygotowano około 10 specjalnych wydawnictw, rok później już około 85, a w tym roku liczba ta przekroczyła już 150 limitowanych edycji. W ciągu tych kilku lat tradycją stało się już, że tego dnia artyści wydają nowe single, płyty z niepublikowanymi wcześniej utworami, covery, remiksy i inne specjalne niespodzianki. Wielu artystów prezentuje tego dnia po raz pierwszy nowe utwory na żywo.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-375" title="record_store_2" src="http://marazz.com/obrazki/record_store_21-225x147.jpg" alt="record_store_2" width="225" height="147" />W tym roku, trzeci z kolei Record Store Day przypadł 17 kwietnia, a oficjalnym ambasadorem tegorocznej edycji został <a href="http://www.youtube.com/watch?v=QniH-KV5PMs" target="_blank">Josh Homme</a>. Jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzeń była premiera nowej piosenki Blur – <a href="http://www.youtube.com/watch?v=V8ixnqRyfzU" target="_blank"><em>Fool’s Day</em></a> – pierwszego nowego nagrania zespołu od 7 lat. Specjalny show z prezentacją premierowego materiału zapowiedzieli The Smashing Pumpkins, a wielu innych artystów dało okolicznościowe koncerty. Pełną listę wydawnictw przygotowanych specjalnie na ten dzień możecie podejrzeć <a href="http://www.recordstoreday.com/Page/836" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<p style="text-align: justify;">Do akcji, poza USA, przyłączyły się już sklepy płytowe z 18 krajów. Niestety, ta szlachetna idea nie znalazła jeszcze swoich zwolenników w Polsce. Ale czy w naszym kraju są jeszcze niezależne sklepy płytowe z prawdziwego zdarzenia? Takie, w których można swobodnie pogadać z właścicielem-pasjonatem albo w trakcie buszowania między półkami spotkać kogoś kto podziela naszą pasję? Czy rynek płytowy w Polsce bezpowrotnie zdominowały już wielkopowierzchniowe, bezduszne hangary pokroju różnych empików, media marktów, saturnów i mega avansów, gdzie trafienie na sprzedawcę, który wie co ma na półkach graniczy z cudem? A może takich prawdziwych niezależnych sklepów płytowych, takich jak choćby ten sportretowany przez Nicka Hornby&#8217;ego w <em>High Fidelity</em> (pol. tłum. <em>Wierność w stereo</em>), nigdy u nas nie było?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/record-store-day/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bez niespodzianek</title>
		<link>http://marazz.com/bez-niespodzianek</link>
		<comments>http://marazz.com/bez-niespodzianek#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Apr 2010 17:33:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[broken bells]]></category>
		<category><![CDATA[danger mouse]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[james mercer]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>
		<category><![CDATA[the shins]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=363</guid>
		<description><![CDATA[Broken Bells to wspólny projekt James’a Mercer’a z The Shins i Danger Mouse’a. Generalnie rzecz biorąc, płyta brzmi jak… połączenie The Shins z produkcjami Danger Mouse i gdybym pisał ten tekst na Twittera to na takim podsumowaniu bym poprzestał. The Shins to zespół, który miał już w dorobku dwa uznane w niezależnym światku albumy, gdy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-368" title="broken_bells_cover" src="http://marazz.com/obrazki/broken_bells_cover1-225x224.jpg" alt="broken_bells_cover" width="225" height="224" />Broken Bells to wspólny projekt James’a Mercer’a z The Shins i Danger Mouse’a. Generalnie rzecz biorąc, płyta brzmi jak… połączenie The Shins z produkcjami Danger Mouse i gdybym pisał ten tekst na Twittera to na takim podsumowaniu bym poprzestał.</p>
<p style="text-align: justify;">The Shins to zespół, który miał już w dorobku dwa uznane w niezależnym światku albumy, gdy Zach Braff umieścił kilka ich piosenek w swoim niezapomnianym filmie <em>Garden State</em> z 2004 roku. Te kilka utworów, a zwłaszcza <a href="http://www.youtube.com/watch?v=vDtrU_B2i4o&amp;playnext_from=TL&amp;videos=Z08GroLbm9I" target="_blank"><em>New Slang</em></a>, piosenka, która „<a href="http://www.youtube.com/watch?v=tM95nMyufXo&amp;playnext_from=TL&amp;videos=tKn-tw6vO0A" target="_blank">odmieni twoje życie</a>”, sprawiły, że popularność grupy gwałtownie wzrosła, pozwalając jej sprzedać swój trzeci i ostatni jak dotąd album w rekordowych jak na taki zespół ilościach.</p>
<p style="text-align: justify;">Brian Burton aka Danger Mouse to producent i multiinstrumentalista, którego pewnie nie trzeba przedstawiać, druga połowa ostatniej dekady przynosi wystarczająco dużo przykładów jego kunsztu jako producenta (m.in. <em>Demon Days</em> Gorillaz, <em>Pieces of the People We Love</em> The Rapture, <em>s/t</em> The Good, The Bad &amp; The Queen, <em>Attack &amp; Release</em> The Black Keys czy <em>Modern Guilt</em> Becka). Danger Mouse współtworzył też kilka projektów, z których najbardziej znany to Gnarls Barkley.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-369" title="broken_bells_band_2" src="http://marazz.com/obrazki/broken_bells_band_21-225x182.jpg" alt="broken_bells_band_2" width="281" height="227" />Debiutancka płyta Broken Bells brzmi tak jak można się było spodziewać. W wymiarze muzycznym to sympatyczna mieszanka, niedalekiego od dokonań The Shins, indie-rocka i gitarowego popu z jednej strony oraz charakterystycznych beatów i dźwięków autorstwa Danger Mouse z drugiej. Trzeba uczciwie przyznać, że mieszankę przyrządzono z dużym smakiem i w dobrym guście, jednakże próżno szukać na tej płycie jakichkolwiek zaskakujących patentów czy wolt stylistycznych. Pewnym plusem płyty jest głos Mercer’a – wokalista The Shins stosuje tutaj dużo szerszą paletę barw i odchodzi nieco od monotonii, do której przyzwyczaił nas w swojej macierzystej grupie, bawiąc się to falsetem to niższymi rejestrami. Ogólnie jednak jest dokładnie tak, jak takie spotkanie można sobie było wyobrazić, bez niespodzianek.</p>
<p style="text-align: justify;">Dużo ciekawiej dzieje się w warstwie brzmieniowej. Danger Mouse odszedł tutaj niemal całkowicie od samplowania i skupił się na żywych instrumentach i wysmakowanej obróbce dźwięku, z dużym wyczuciem charakteru materiału. Rezultat jest doskonały, płyta brzmi świetnie, czysto i selektywnie. W większości piosenek pomysły realizatorskie Danger Mouse’a stoją nieco w tle, oddając pole podstawowym elementom kompozycji, naturalnej melodyjności piosenek i głosowi Mercer’a. W paru miejscach płyty, Danger Mouse odciska jednak wyraźniejsze piętno i daje upust charakterystycznym cechom swojego rozpoznawalnego stylu. Do takich utworów należą m.in. <em>The Ghost Inside</em>, który ze swoimi beatami spokojnie mógłby znaleźć się na płycie Gnarls Barkley i nawet Mercer ze swoim falsetem brzmi niemal jak Cee-Lo Green, czy <em>Mongrel Heart </em>i, jeden z najlepszych na płycie, <em>The Mall &amp; Misery</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">Takie eksponowane beaty stanowią jednak tutaj mniejszość. Większość utworów ma bardziej piosenkowy charakter utrzymany w popowych i łagodnie rockowych klimatach. W aranżacjach dominuje akustyczna gitara, pianino, z uzupełniającą obecnością beatów i syntezatorów. Całość ma swobodny, niewymuszony klimat i słucha się tego bardzo przyjemnie. Duża w tym zasługa Danger Mouse’a, który za cel nadrzędny stawia najwyższą jakość i spójność końcowego efektu, na bok odsuwając efekciarskie popisy i nadmiar ozdobników. Prochu tą płytą panowie nie wymyślili, ale ja jestem zdecydowanie na tak!</p>
<p><span style="font-family: Verdana; color: #999999; font-size: xx-small;"><br />
<a style="font: Verdana" href="http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&amp;videoid=102521439">The High Road</a><br />
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425px" height="360px" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="wmode" value="transparent" /><param name="src" value="http://mediaservices.myspace.com/services/media/embed.aspx/m=102521439,t=1,mt=video" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="540px" height="400px" src="http://mediaservices.myspace.com/services/media/embed.aspx/m=102521439,t=1,mt=video" wmode="transparent" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<a style="font: Verdana" href="http://www.myspace.com/brokenbells">Broken Bells</a> | <a style="font: Verdana" href="http://www.myspace.com/music/videos">Teledyski w MySpace</a></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/bez-niespodzianek/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Między popem a eksperymentem</title>
		<link>http://marazz.com/miedzy-popem-a-eksperymentem</link>
		<comments>http://marazz.com/miedzy-popem-a-eksperymentem#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Mar 2010 14:17:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[yeasayer]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=355</guid>
		<description><![CDATA[Odd Blood rządzi w moim odtwarzaczu już od dłuższego czasu i od dłuższego czasu zabieram się by napisać tu kilka słów na temat tego albumu. Gdy więc ogłoszono w tym tygodniu, że Yeasayer wystąpi na tegorocznym Open’erze, uznałem to za dobrą okazję by wreszcie podzielić się moją opinią na temat ostatniej płyty zespołu. Yeasayer to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em><img class="alignleft size-medium wp-image-356" title="yeasayer_odd_blood" src="http://marazz.com/obrazki/yeasayer_odd_blood1-225x225.jpg" alt="yeasayer_odd_blood" width="225" height="225" />Odd Blood</em> rządzi w moim odtwarzaczu już od dłuższego czasu i od dłuższego czasu zabieram się by napisać tu kilka słów na temat tego albumu. Gdy więc ogłoszono w tym tygodniu, że Yeasayer wystąpi na tegorocznym Open’erze, uznałem to za dobrą okazję by wreszcie podzielić się moją opinią na temat ostatniej płyty zespołu.</p>
<p style="text-align: justify;">Yeasayer to jedna z tych grup, które stają się pupilkami niezależnych mediów jeszcze przed wydaniem jakiejkolwiek płyty. Po wydaniu debiutanckiego albumu <em>All Hour Cymbals</em> w 2007 roku, zamieszanie wokół zespołu zaczęło zataczać coraz szersze kręgi i sława rozlała się po całym świecie. Druga, wydana przed paroma tygodniami płyta <em>Odd Blood</em>, była bardzo wyczekiwana.</p>
<p style="text-align: justify;">Yeasayer od początku swobodnie i z dużą erudycją mieszali w swojej muzyce różne gatunki i style muzyczne, jednak nowa płyta, nie odchodząc od ogólnej idei eklektyzmu, przynosi dość sporą zmianę stylu. O ile debiut lokować można było gdzieś w ramach wspólnego zbioru psychodelicznego indie-rocka, folku i jakiegoś retro-popu, to <em>Odd Blood</em> wypełnia przede wszystkim pierwszorzędnej miary nowoczesny indie-pop, dyskotekowe rytmy i brzmienie zdecydowanie bardziej elektroniczne niż na debiucie. Cechami wspólnymi, które pozostały niezmienne i łączą oba albumy, są ta lekko psychodeliczna aura i gęste, bogate aranżacje.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-357" title="yeasayer_band" src="http://marazz.com/obrazki/yeasayer_band1-220x225.jpg" alt="yeasayer_band" width="220" height="225" />Album zaczyna się w zasadzie od drugiego utworu. Otwierający płytę <em>The Children</em>, poza zagęszczoną teksturą, niewiele mówi o tym, co dalej na płycie i stanowi swego rodzaju zmyłkę dla słuchacza. Następująca jednak po nim dynamiczna sekwencja czterech utworów to jeden z największych killer-zestawów jakie ostatnio miałem okazję słyszeć. <a href="http://marazz.com/yeasayer" target="_self"><em>Ambling Alp</em></a> to jeden z highlightów albumu i z pewnością pretendent do najlepszego singla roku. <em>Madder Red</em>, mój obecnie ulubiony utwór z płyty, to fantastyczny kawałek popu, powalający melodyjnością, i jakością wokali. <em>I Remember</em> to niebanalna, eteryczna ballada, a <em>O.N.E.</em>, drugi singiel z płyty, to dzikie taneczne party. Dalej wcale nie jest gorzej, Yeasayer kontynuują swoją kwasową jazdę, racząc słuchacza to neonowymi klubowymi beatami w <em>Rome</em> i <em>Mondegreen</em>, to szczyptą syntezatorowej psychodelii w <em>Love Me Girl</em> i <em>Strange Reunions</em>. W każdym momencie albumu zespół prezentuje się bardzo pewnie, bez najmniejszej obawy realizując swoje pokręcone muzyczne pomysły.</p>
<p style="text-align: justify;">Album wyróżnia się dbałością o swoją fundamentalną jakość. Żadnemu utworowi nie można zarzucić miałkości, cała płyta zbudowana jest w oparciu o solidne, ciekawe melodie, nietuzinkowe aranżacje i misję dostarczenia słuchaczowi pierwszorzędnej rozrywki. Te pojęcia są w dzisiejszym popie często szkalowane. Mam wrażenie, że słuchaczom zbyt często mydli się oczy pozorną atrakcyjnością, która tuszuje nijakość i trywialność podstaw. Tymczasem Yeasayer fundamenty ma mocne i za to, że nie próbują nam wciskać kitu należy im się duży szacunek.</p>
<p style="text-align: justify;">Yeasayer na nowej płycie brzmią lepiej, spójniej, dojrzalej i są więcej niż gotowi by sięgać po coraz wyższe cele. Drugą płytą, grupa demonstruje wolę walki o najwyższe trofea, co cieszy, tym bardziej, że ich droga nie prowadzi bynajmniej na skróty. Trzymam za nich kciuki, bo właśnie takiego popu chciałbym słuchać.</p>
<p style="text-align: justify;">Obecność na ich koncercie na Open’erze obowiązkowa!</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/wQub6-eEZ6k&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/wQub6-eEZ6k&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/miedzy-popem-a-eksperymentem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Siła przyjaźni</title>
		<link>http://marazz.com/sila-przyjazni</link>
		<comments>http://marazz.com/sila-przyjazni#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Mar 2010 15:19:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[blur]]></category>
		<category><![CDATA[dvd]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=346</guid>
		<description><![CDATA[Nie ma w naszym kraju wielkiej tradycji pokazywania w kinach filmów dokumentalnych. Nie ma też wielkiej tradycji pokazywania filmów muzycznych. A dokumentalnych filmów muzycznych to już niemal w ogóle w kinach nie oglądamy. Wyjątki w stylu Shine A Light The Rolling Stones czy This Is It Michaela Jacksona tylko potwierdzają regułę. Zresztą akurat te obrazy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-347" title="blur_no_distance_left_to_run" src="http://marazz.com/obrazki/blur_no_distance_left_to_run-151x225.jpg" alt="blur_no_distance_left_to_run" width="189" height="280" />Nie ma w naszym kraju wielkiej tradycji pokazywania w kinach filmów dokumentalnych. Nie ma też wielkiej tradycji pokazywania filmów muzycznych. A dokumentalnych filmów muzycznych to już niemal w ogóle w kinach nie oglądamy. Wyjątki w stylu <em>Shine A Light</em> The Rolling Stones czy <em>This Is It</em> Michaela Jacksona tylko potwierdzają regułę. Zresztą akurat te obrazy trafiły na nasze ekrany z przyczyn innych niż sama muzyka: <em>Shine A Light</em> zawdzięcza to reżyserowi w osobie Martina Scorese, a <em>This Is It</em> wyświetlano na fali powszechnej histerii po śmierci piosenkarza, gdy każdy, nawet ledwo słyszący na jedno ucho, okazywał się nagle odwiecznym fanem Jacksona, gotowym wydać parę złociszy na bilet do kina.</p>
<p style="text-align: justify;">Nad repertuarem naszych kin i niezrozumiałymi decyzjami naszych dystrybutorów kinowych długo można by deliberować, z rozkoszą raz jeszcze wytknę przypadek zdobywcy sześciu Oscarów, <em>The Hurt Locker</em>, który z pominięciem kin został u nas wydany od razu na DVD. Skoro do kin nie trafiają u nas najważniejsze filmy roku, nie powinno nas dziwić, że nie możemy w nich obejrzeć jakichś tam dokumentalnych filmów muzycznych. A szkoda, bo <em>No Distance Left To Run</em>, film opowiadający o karierze Blur, jednego z najważniejszych brytyjskich zespołów rockowych, do kin jak najbardziej się nadaje. I, rzecz jasna, w wielu krajach w kinach był wyświetlany.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>No Distance Left To Run</em> to film zrealizowany w tradycyjny dla tego typu produkcji sposób. Obok wielu materiałów archiwalnych, zdjęć, różnych nagrań video, w tym wielu wcześniej nie publikowanych, mamy dużo współczesnych wypowiedzi wszystkich członków zespołu, nakręconych specjalnie na potrzeby filmu. Nie znajdziemy tutaj jakichś specjalnych rewelacji, ujawnienia nieznanych dotąd szokujących faktów, choć sugestia, poczyniona w pewnym momencie filmu przez Damona Albarna, że na pewnym etapie kariery zespołu pojawiła się heroina, odbiła się sporym echem w muzycznych mediach, zwłaszcza na Wyspach (też mi rewelacja, czyżby Brytole myśleli, że rock’n’rolla robi się tylko na rybie i frytkach?).</p>
<p style="text-align: justify;">Film opowiada o karierze Blur, od początków zespołu aż po reaktywację i triumfalne koncerty w londyńskim Hyde Parku w połowie 2009 roku. Śledzimy historię zespołu, od jego początków w angielskich knajpach i klubach, przez eksplozję britpopu, po triumfy późniejszego okresu i gorzki smak rozstania z Grahamem Coxonem i zaprzestania działalności w 2003 roku. Wydarzenia są opatrzone współczesnym komentarzem wszystkich członków grupy. Taka auto-retrospektywna narracja doskonale się sprawdza i sprawia, że film, dla osób interesujących się muzyką, jest autentycznie ciekawy.</p>
<p style="text-align: justify;">Film z czasem nabiera szerszego wymiaru i w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że na przykładzie historii czterech muzyków, oglądamy w istocie uniwersalną historię przyjaźni. Na przestrzeni dwudziestu lat śledzimy nieraz pokręcone i dramatyczne losy czwórki przyjaciół, ich wspólne pasje, dojrzewanie jako muzyków i jako ludzi, ich problemy, konflikty, rozstania i powroty. Jakkolwiek szablonowo to nie zabrzmi, film jest w istocie dokumentem triumfującej siły przyjaźni; przyjaźni, która w tym przypadku pozwoliła pokonać dzielące czwórkę chłopaków różnice i wzajemne urazy. Temat nie raz już przez kino eksploatowany, ale tutaj wykorzystany całkiem zgrabnie i zajmująco.</p>
<p style="text-align: justify;">Wydanemu na DVD filmowi towarzyszy płyta DVD z zarejestrowanym koncertem z Hyde Parku z lipca 2009 roku. Zespół zagrał wówczas dwa koncerty, 2 i 3 lipca, a na każdy z nich złożyła się identyczna set lista (oba koncerty zostały jeszcze jesienią zeszłego roku wydane na CD). Również koncert warto zobaczyć, bo jest on przecież w pewnym sensie nietypowy. To pierwszy koncert zespołu po sześcioletniej rozłące i, z tego choćby powodu, szczególny zarówno dla publiczności, jak i samej grupy.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/6iYxdghpJZY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/6iYxdghpJZY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/76CZ9QGBSGs&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/76CZ9QGBSGs&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/sila-przyjazni/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Hello, I’m Johnny Cash”</title>
		<link>http://marazz.com/hello-im-johnny-cash</link>
		<comments>http://marazz.com/hello-im-johnny-cash#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Mar 2010 17:14:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[american recordings]]></category>
		<category><![CDATA[country]]></category>
		<category><![CDATA[gospel]]></category>
		<category><![CDATA[johnny cash]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock'n'roll]]></category>
		<category><![CDATA[rockabilly]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=339</guid>
		<description><![CDATA[Johnny Cash to dla mnie postać całkowicie wyjątkowa. Nie ma najmniejszego sensu bym zagłębiał się tutaj w szczegóły jego twórczości, gdyż czegokolwiek bym nie napisał, nie jestem w stanie właściwie oddać jego burzliwej kariery i jego zasług dla muzyki rozrywkowej. Casha uwielbiam we wszystkich wcieleniach, czy to country, gospel czy rockabilly z początków kariery czy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-340" title="CashVl mktg square" src="http://marazz.com/obrazki/johnny_cash_american_vi-225x225.jpg" alt="CashVl mktg square" width="225" height="225" />Johnny Cash to dla mnie postać całkowicie wyjątkowa. Nie ma najmniejszego sensu bym zagłębiał się tutaj w szczegóły jego twórczości, gdyż czegokolwiek bym nie napisał, nie jestem w stanie właściwie oddać jego burzliwej kariery i jego zasług dla muzyki rozrywkowej.</p>
<p style="text-align: justify;">Casha uwielbiam we wszystkich wcieleniach, czy to country, gospel czy rockabilly z początków kariery czy późniejszy rock’n’roll czy nawet rock, sposób w jaki wykonywał swoje utwory i interpretował tradycyjne pieśni, jego własny wyraźny styl sprawiają, że nie sposób go porównać do kogokolwiek. Nie umniejszając nikomu zasług, o ile Elvis Presley przez całą niemal karierę pozostawał wybrylantynowanym, wycekinowanym, zbuntowanym pozerem, tak Johnny Cash od początku był szczerym, bezpośrednim artystą, w pełni świadomym tradycji, z której czerpał.</p>
<p style="text-align: justify;">Pozycją absolutnie wyjątkową w katalogu Johnny’ego Casha są, wyprodukowane przez Ricka Rubina, albumy z serii <em>American Recordings</em>, której szósta odsłona <em>American Recordings VI: Ain’t No Grave</em> miała właśnie swoją premierę. Od razu przyznam, że zaskoczył mnie sam pomysł wydania kolejnej jeszcze płyty w tej serii. Mając w pamięci kontrowersje związane z <em>American Recordings V: A Hundred Highways</em> z 2006 roku (Johnny Cash nie miał szans na akceptację aranżacji utworów, gdyż wykonano je już po śmierci artysty), wydawało mi się, że seria zakończy się na pięciu albumach. A tu proszę, po kolejnych czterech latach o kontrowersjach jest jakby ciszej i pozostaje tylko to pytanie bez odpowiedzi, czy płytę wydano dla zgarnięcia dodatkowego jeszcze zysku czy po to by zaprezentować światu nieznane dotąd utwory Casha.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-341" title="johnny_cash" src="http://marazz.com/obrazki/johnny_cash-225x224.jpg" alt="johnny_cash" width="225" height="224" />Jakie przesłanki nie leżałyby u podstaw wydania płyty, nie zmienia to faktu, że po raz kolejny mamy okazję posłuchać ciepłego barytonu Johnny’ego Casha w premierowych utworach. <em>American Recordings: Ain’t No Grave</em> daleko niestety do jakości pierwszych dwóch płyt serii wydanych w latach 1994 i 1996, płyta przypomina klimatem poprzedniczkę. Utwory nie są już pierwszego sortu i brakuje im trochę przebojowości i brawury poprzednich wydawnictw, jednak to co najważniejsze, czyli intymny, o barwie zdradzającej wymęczonego chorobą starca, głos Casha pozostaje jednak niezmienny. Man In Black wzrusza cały czas tak samo. Mając świadomość, że utwory nagrywano w ostatnich miesiącach życia artysty, nie sposób ukryć podziwu. Jak zwykle na płytach <em>American Recordings</em> mamy tutaj szerokie spektrum utworów, od premierowych nagrań Casha, przez interpretacje tradycyjnych amerykańskich pieśni, aż po, tak charakterystyczne dla serii, wykonania utworów innych artystów. Tym razem posłuchać możemy m.in. coverów piosenek Sheryl Crow (świetne <a href="http://www.youtube.com/watch?v=LoSkjdquxlw" target="_blank"><em>Redemption Day</em></a>), Krisa Kristoffersona i Toma Paxtona.</p>
<p style="text-align: justify;">Czasem słychać głosy, że cała seria <em>American Recordings</em> to czysto marketingowe przedsięwzięcie, zaprojektowane i przeprowadzone wyłącznie po to by jeszcze trochę biznesowo wyeksploatować legendarnego starca. Za tak postawioną tezą przemawia być może zbyt rozwlekła seria (6 płyt to chyba za dużo) i związane z tym pewne nierówności repertuarowe (nie udało się uniknąć kilku typowych wypełniaczy). <em>American Recordings</em>, których początkowym zamysłem było odbudowanie podupadłej w latach 90-tych kariery Casha i przybliżenie artysty młodszej, bardziej rockowo zorientowanej publiczności, z czasem nabrały cech swoistego testamentu artysty, podsumowania blisko półwiecznej kariery, a zarazem oddanego mu w ten sposób hołdu. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że zwłaszcza dwa pośmiertnie wydane albumy, pełnią nie tylko typową dla nowych wydawnictw rolę, ale także mają swego rodzaju wartość dokumentalną. I choć wytwórnia deklaruje, że <em>American Recording VI: Ain’t No Grave</em> to ostatnia płyta serii, mam nieodparte przeczucie, że Rick Rubin dysponuje jeszcze wieloma nagraniami, które być może ujrzą jeszcze kiedyś światło dzienne.</p>
<p style="text-align: justify;">A odnośnie wykorzystywania, posłuchajcie choćby poniżej interpretacji <em>Hurt</em> z repertuaru Nine Inch Nails. Pytam – kto tu kogo i do czego wykorzystał? (utwór pochodzi z wydanej w 2002 roku A<em>merican Recordings IV: The Man Comes Around</em>).</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/clq01TXQR0s&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/clq01TXQR0s&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/hello-im-johnny-cash/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Siódma woda po kisielu</title>
		<link>http://marazz.com/siodma-woda-po-kisielu</link>
		<comments>http://marazz.com/siodma-woda-po-kisielu#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 14:25:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[elektronika]]></category>
		<category><![CDATA[hot chip]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=332</guid>
		<description><![CDATA[Hot Chip zawsze kojarzyli mi się z łatwą, przyjemną i niezobowiązującą rozrywką. Muzyka, która pulsu nie przyspiesza, ale przyjemnie buja i nieagresywnie wypełnia przestrzeń. Do tego pewna doza dystansu i humoru, która do tej pory zawsze cechowała piosenki zespołu. I choć w kategoriach artystycznych jakoś niespecjalnie już na tę grupę liczyłem to jednak, gdy przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-333" title="hot_chip_one_life_stand" src="http://marazz.com/obrazki/hot_chip_one_life_stand1-225x225.jpg" alt="hot_chip_one_life_stand" width="225" height="225" />Hot Chip zawsze kojarzyli mi się z łatwą, przyjemną i niezobowiązującą rozrywką. Muzyka, która pulsu nie przyspiesza, ale przyjemnie buja i nieagresywnie wypełnia przestrzeń. Do tego pewna doza dystansu i humoru, która do tej pory zawsze cechowała piosenki zespołu. I choć w kategoriach artystycznych jakoś niespecjalnie już na tę grupę liczyłem to jednak, gdy przed paroma tygodniami ukazała się ich kolejna płyta, postanowiłem dać tym sympatycznym nerdom kolejną szansę.</p>
<p style="text-align: justify;">Niestety, o <em>One Life Stand</em> można mówić przede wszystkim w kategoriach czego na tej płycie nie ma. Do tej pory każda poprzednia płyta zespołu przynosiła przynajmniej kilka dobrych utworów, każda też zawierała singlowego leadera, który ciągnął całą płytę. Taką rolę pełnił <a href="http://www.youtube.com/watch?v=QWuSRiB7I28" target="_blank"><em>Over And Over</em></a> na <em>The Warning</em>, taki był <a href="http://www.youtube.com/watch?v=yhASu2OjEcQ" target="_blank"><em>Ready for the Floor</em></a> na <em>Made in the Dark</em>. Na nowej płycie takiego leadera nie ma, a tytułowy <em>One Life Stand</em> w ogóle nie wywiązuje się z roli potencjalnego highlighta. Poprzednie albumy Hot Chip zawierały też dalece bardziej zróżnicowany materiał niż obecnie. Na <em>One Life Stand</em> próżno szukać bardziej funkowych, zakręconych numerów pokroju <em>Careful</em>, <em>Tchaparian</em> czy <em>Bendable Poseable</em>. Nie ma tutaj też tej lekko eksperymentalnej strony, która zawsze znajdowała miejsce na płytach zespołu. Nie znajdziemy tutaj żadnych intrygujących dźwięków, wszystko jest równie gładkie, miękkie i nijakie.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-334" title="hot_chip_band" src="http://marazz.com/obrazki/hot_chip_band1-225x150.jpg" alt="hot_chip_band" width="225" height="150" />Zamiast tego zespół postawił tym razem rozwinąć swoje spokojne, balladowe, melancholijne oblicze. Niestety, nie można powiedzieć by wyszło to płycie na dobre. Zastosowany zabieg pozbawił muzykę Hot Chip żywiołowości, elementu zabawy, przymrużenia oka, a nawet tanecznego potencjału. Hot Chip na serio po prostu się nie sprawdza. Całość brzmi jak strasznie nużące popłuczyny po słabszych fragmentach poprzednich płyt. Jeśli do tej pory Hot Chip oferowali atrakcyjnie wyprodukowaną, intrygującą elektronikę, tak materiałowi z <em>One Life Stand</em> zdecydowanie bliżej do jakiegoś easy listening czy new romantic dla podtatusiałych ex-clubberów.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>One Life Stand</em> wręcz poraża wszechobecną przewidywalnością i nudą. To kolejna z rzędu płyta, oparta na takich samych schematach jak poprzedniczki, z tą różnicą, że tym razem wyeksploatowana do granic możliwości formuła odkryła wszystkie swoje słabości. Brak pomysłów na piosenki próbuje się tutaj maskować klimatyczną produkcją i quasi-spójną tematyką albumu. Szczytem nudy na płycie jest <em>Slush</em> – sześć i pół minuty, w których nie dzieje się zupełnie nic. Niestety <em>Brothers</em>, <em>Alley Cats</em>, <em>We Have Love</em>, <em>Keep Quiet</em> nie zwracają na siebie wiele więcej uwagi. <em>Hand Me Down Your Love</em> to z kolei przykład jak dzięki skrajnej powtarzalności można zrobić czteroipółminutowy utwór mając pomysł tylko na kilka sekund muzyki i jeden prosty beat. Brutalna prawda jest taka, że ta płyta jest zbyt repetytywna (uparcie powtarzane beaty i frazy, które wcale nie są ciekawe), zbyt uboga w i tak błahe i niezapamiętywane melodie i zbyt nudna by mogła się sprawdzić nawet przy odkurzaniu półek czy pastowaniu butów.</p>
<p style="text-align: justify;">Jestem przekonany, że Hot Chip mogliby nagrać jeszcze piętnaście takich albumów. Tylko po co?</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo to, chętnie zobaczę ich na żywo na Openerze, bo mam nadzieję, że w trakcie koncertu postawią jednak bardziej na swoją funkującą, taneczną stronę. Szkoda tylko, że przyjeżdżają do nas w najsłabszym dotychczas momencie swojej kariery, co najmniej dwa lata za późno.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/Jk-A-I-T2NU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/Jk-A-I-T2NU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/siodma-woda-po-kisielu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nostalgiczny sen nastolatków</title>
		<link>http://marazz.com/nostalgiczny-sen-nastolatkow</link>
		<comments>http://marazz.com/nostalgiczny-sen-nastolatkow#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Feb 2010 17:59:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[beach house]]></category>
		<category><![CDATA[dream pop]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=327</guid>
		<description><![CDATA[Trochę mi się sufit ostatnio zwalił na głowę w pracy, stąd moja mniejsza aktywność na blogu i spore zaległości. Mam jednak nadzieję, że wracam do w miarę regularnego blogowania, bo zebrało się kilka pozycji, o których chciałbym napisać. Zdaję sobie sprawę, że tekstem o nowym albumie Beach House dołączam do całkiem sporego już grona osób, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Trochę mi się sufit ostatnio zwalił na głowę w pracy, stąd moja mniejsza aktywność na blogu i spore zaległości. Mam jednak nadzieję, że wracam do w miarę regularnego blogowania, bo zebrało się kilka pozycji, o których chciałbym napisać.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-328" title="beach_house_teen_dream" src="http://marazz.com/obrazki/beach_house_teen_dream1-225x225.jpg" alt="beach_house_teen_dream" width="225" height="225" />Zdaję sobie sprawę, że tekstem o nowym albumie Beach House dołączam do całkiem sporego już grona osób, które w różnych serwisach muzycznych i na swoich blogach napisały już o tym wydawnictwie. Nie da się ukryć, że płyta była jedną z najbardziej wyczekiwanych pozycji początku tego roku, a na naszym krajowym gruncie zyskała poważnego orędownika w osobie Artura Rojka, który nową płytę Beach House postawił, obok nowego Shearwater, na pozycji największych nadziei muzycznych bieżącego roku. Rok 2010, w opinii Rojka, ma być rokiem Beach House i Shearwater. Ciekawe, która z tych grup zostanie wkrótce ogłoszona na tegoroczny Off Festival…</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Teen Dream</em> to trzecia płyta duetu z Baltimore, który w ciągu pięciu lat swoim delikatnym dream-popem zdołał zebrać pokaźną rzeszę fanów. Trzecia płyta nie przynosi drastycznych zmian. Album zawiera spokojny gitarowo-syntezatorowy pop, a swoim bogactwem melodyjnym mógłby obdzielić spokojnie więcej niż jeden krążek.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-329" title="beach_house_band" src="http://marazz.com/obrazki/beach_house_band1-225x113.png" alt="beach_house_band" width="225" height="113" />Ta starannie i po prostu ładnie zaaranżowana płyta z początku urzeka. Wszystkie dziesięć piosenek to całkiem udane, solidnie poskładane utwory i trudno jednoznacznie skreślić którykolwiek z nich. Płyta zawiera sporo sympatycznych melodii, które nie absorbują zbytnio i sprawdzają się doskonale jako tło do wielu codziennych czynności. Jako taka, płyta stanowi miłą odskocznię i jest dobrym kompanem do chwil odpoczynku. Bardzo równy materiał sprawia, że wyróżnić można spokojnie więcej niż jeden-dwa utwory. Singlowy <em>Norway</em> to dość oczywiste pierwsze wskazanie, ale równie mocno wypadają <em>Zebra</em>, <em>Silver Soul</em>, <em>Walk in the Park</em> czy efektownie zamykający album <em>Take Care</em>. Słuchając płyty, w zasadzie nie ma się czego przyczepić, a jednak odczuwam coś nieokreślonego, co sprawia, że nie potrafię jakoś szczególnie zachwycić się tą płytą.</p>
<p style="text-align: justify;">Pewną wadą albumu jest fakt, że wszystkie piosenki na nim zamieszczone są do siebie bardzo podobne, utrzymane w takim samym powolnym tempie i melancholijnym klimacie, co sprawia, że po dłuższym czasie <em>Teen Dream</em> lekko nuży i zwyczajnie smęci. Piosenki przechodzą płynnie z jednej w drugą i po pewnym czasie trudno się zorientować czy jesteśmy na początku czy może już na końcu płyty. Być może takie senne zagubienie (vide tytuł płyty) jest zamierzone, ale nie da się ukryć, że równość i solidność, które z początku jawią się atutem płyty, po dłuższym obcowaniu z nią sprawiają wrażenie bardziej przeciętności i szablonowości.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednakże do płyty wraca się z sympatią. I, jak dla mnie, chyba właśnie tym ta płyta pozostanie – przyjemnym, niezobowiązującym krążkiem, który nie do końca zachwyca, ale też którego przeciętność nie do końca wadzi. Ta płyta przypomina nostalgiczny sen i, podobnie jak nostalgia, jest dla mnie równie niejednoznaczna. Tęsknota za czymś przeszłym, co utrwaliło się w pamięci lub do czegoś, co wyobrażono sobie w marzeniach wydaje się uczuciem nieprzyjemnym, ale jednocześnie działa kojąco, ponoć poprawia stan zdrowia i pozwala lepiej radzić sobie z samotnością.</p>
<p style="text-align: justify;">Zainteresowanym polecam całkiem jeszcze świeżą sesję zespołu na <a href="http://www.daytrotter.com/dt/beach-house-concert/20031020-3738208.html" target="_blank">Daytrotter</a>, gdzie zaprezentowali cztery piosenki z tej płyty.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/iqA6Xh1rKmc&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/iqA6Xh1rKmc&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/nostalgiczny-sen-nastolatkow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jednego mniej</title>
		<link>http://marazz.com/jednego-mniej</link>
		<comments>http://marazz.com/jednego-mniej#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 12:27:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[delphic]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=322</guid>
		<description><![CDATA[Przez ostatnie tygodnie biłem się z myślami czy w ogóle jest sens o tej płycie pisać. Wspomniałem jednak kiedyś o niej w Koszyku, więc ostatecznie postanowiłem rozprawić się z tym wydawnictwem. Mowa o Delphic i ich wydanej przed kilkoma tygodniami debiutanckiej płycie Acolyte, najbardziej przereklamowanej, przehype’owanej i przecenionej, a jednocześnie bezwartościowej rzeczy z jaką się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-323" title="delphic_acolyte" src="http://marazz.com/obrazki/delphic_acolyte1-225x225.jpg" alt="delphic_acolyte" width="225" height="225" />Przez ostatnie tygodnie biłem się z myślami czy w ogóle jest sens o tej płycie pisać. Wspomniałem jednak kiedyś o niej w <a href="http://marazz.com/delphic" target="_self">Koszyku</a>, więc ostatecznie postanowiłem rozprawić się z tym wydawnictwem. Mowa o Delphic i ich wydanej przed kilkoma tygodniami debiutanckiej płycie <em>Acolyte</em>, najbardziej przereklamowanej, przehype’owanej i przecenionej, a jednocześnie bezwartościowej rzeczy z jaką się ostatnio zetknąłem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ten album można by wykorzystać jako doskonały przykład do rozważań na temat przypadków wtórności we współczesnej muzyce lub analizy zjawiska kreowania totalnie sztucznego hype’u. Z tym że te tematy są już tak samo wyeksploatowane i przerobione na wszystkie sposoby jak formuła muzyczna Delphic, więc nie ma sensu pisać oczywistego.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Acolyte</em> zawiera muzykę wtórną, nudną i bez charakteru. Poza trzema, znanymi wcześniej singlami, które same też szybko nużą, na płycie nie ma praktycznie żadnej odrobinę choćby ciekawej propozycji. Jest za to sporo przykładów odwrotnych, jak dla przykładu utwór tytułowy, blisko dziewięciominutowa żenująca mieszanka jakiegoś euro-dance i techno-popu (wymyślam na gorąco). Niestety, równie miałko wypada każdy utwór zamieszczony na płycie, bezdusznie i bezrefleksyjnie sformatowany według tego samego sztampowego wzorca. Całość tworzy monotonną masę bez polotu. Nie wiem jakie były zamierzenia twórców, ale mam wrażenie, że tą płytą nie udało się osiągnąć nic.</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście, hype był na wyrost, a porównania z New Order kompletnie chybione. Delphic, bardziej niż New Order, przypominają ostatnie dokonania Bloc Party, co nie jest bynajmniej powodem do dumy, bo ostatnia płyta Bloc Party to kiepski wzór do naśladowania.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie ma nic złego w pojawianiu się kiepskich płyt. Więcej, nie ma nawet nic złego, gdy czasem takiej płyty zdarzy nam się posłuchać. Czynność ta, jakkolwiek daleka od przyjemności i sensownego spożytkowania czasu, pozwala kształtować opinie i doceniać płyty dobre. Wyrzucenie płyty (czasem dosłowne) traktuję jako oczyszczający przejaw asertywności i wyraz dojrzałości smaku muzycznego. Nie oszukujmy się, każdy z nas trafia na kiepskie płyty, nie wszystkie plewy da się odrzucić na etapie preselekcji.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Acolyte</em> to płyta, na którą zwyczajnie szkoda czasu. Jednego kandydata do tytułu debiutu roku mniej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/jednego-mniej/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>America’s best kept secret</title>
		<link>http://marazz.com/americas-best-kept-secret</link>
		<comments>http://marazz.com/americas-best-kept-secret#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 13:34:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[spoon]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=315</guid>
		<description><![CDATA[Tytułowe określenie nie jest mojego autorstwa. Przeczytałem je gdzieś wiele lat temu, gdy po wydaniu Girls Can Tell w 2001 roku w światku muzyki niezależnej rozpoczął się szał na Spoon. Wydany rok później krążek Kill The Moonlight potwierdził pozycję zespołu i Spoon był na ustach niemal wszystkich fanów indie rocka, tych prawdziwych i tych malowanych. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-316" title="SPOON_VINYL_MECHS_Nov3_neon.indd" src="http://marazz.com/obrazki/spoon_transference1-225x225.jpg" alt="SPOON_VINYL_MECHS_Nov3_neon.indd" width="225" height="225" />Tytułowe określenie nie jest mojego autorstwa. Przeczytałem je gdzieś wiele lat temu, gdy po wydaniu <em>Girls Can Tell</em> w 2001 roku w światku muzyki niezależnej rozpoczął się szał na Spoon. Wydany rok później krążek <em>Kill The Moonlight</em> potwierdził pozycję zespołu i Spoon był na ustach niemal wszystkich fanów indie rocka, tych prawdziwych i tych malowanych. Zachwytom krytyków też nie było końca. „America’s best kept secret” to jedno z wielu temu podobnych określeń jakie się wówczas pojawiały. Potem przyszło <em>Gimme Fiction</em> i <em>Ga Ga Ga Ga Ga</em> (2005 i 2007 rok odpowiednio) i nastała moda na powszechne dissowanie grupy. Że niby ok, ale mogli lepiej; że nadal fajnie, ale już nie tak fajnie jak wcześniej; że nadal w porządku, ale już nie tak świetnie jak przed laty. Tego typu zwyczajne marudzenie.</p>
<p style="text-align: justify;">Przyznaję, że Spoon to dla mnie szczególna grupa. Czekam na każdą kolejną ich płytę i nie przejmuję się zbytnio utyskiwaniami krytyków. Na wydany przed dwoma tygodniami nowy album zespołu, siódmy w dorobku, <em>Transference</em> czekałem więc nie mniej niż na poprzednie. Jak zawsze w przypadku płyty, której oczekuję z wyjątkowym nastawieniem, unikałem wszystkich nielegalnych leaków i legalnych streamingów i spokojnie czekałem na moment, gdy wyjmę przesyłkę ze skrzynki pocztowej i zapakuję do odtwarzacza.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze wrażenie to dość poważna zmiana brzmienia zespołu. <em>Transference</em> brzmi bardziej surowo, dźwięk nie jest tak wypolerowany jak poprzednio, niektóre piosenki sprawiają prawie wrażenie demówek. Nie robię z tego zarzutu, ale bardzo pasowało mi brzmienie jakie przez lata wypracował zespół, a które swoje apogeum osiągnęło zwłaszcza na dwóch poprzednich płytach. Podobała mi się zwłaszcza jego czystość, selektywność i przestrzenność. Tutaj mamy odczucie bardziej sali prób niż studia nagraniowego.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-full wp-image-317" title="spoon_band" src="http://marazz.com/obrazki/spoon_band1.jpg" alt="spoon_band" width="300" height="228" />Podobnie jak brzmienie, Spoon przewietrzyli również podejście do kompozycji, które na <em>Transference</em> kształtowane są z większą swobodą niż wcześniej. Większy luz zaowocował kompozycjami o bardziej organicznym charakterze niż wcześniej, piosenki pozbawione są stygmatu perfekcjonizmu, jaki często przejawiał się na wcześniejszych płytach. Obie zmiany składają się na początkowo trudniejszy odbiór albumu. Brak popowej ogłady w brzmieniu i kompozycjach sprawia, że dotarcie do płyty nie jest tak natychmiastowe. Z drugiej strony, nie jest to muzyka na tyle wymagająca by zbyt długo zwlekać z wynagrodzeniem słuchacza.</p>
<p style="text-align: justify;">W gruncie rzeczy jednak, jest to po prostu kolejna dobra płyta Spoon, na której można znaleźć wszystkie znamiona stylu zespołu. Mamy więc i bezpośrednie rockowe numery (<em>Got Nuffin</em>, <em>Trouble Comes Running</em>, <em>I Saw The Lights</em>) i balladowe piosenki (<em>Goodnight Laura</em>), jednakże zespół, jak zwykle, najlepiej wypada w tych utworach, które stanowią gęsty kolaż brzmienia akustycznego z elektrycznym, rocka z groove’m, smutku z radością. <em>Is Love Forever?</em> uderza ciętymi gitarami i wyraźnym beatem, <em>Who Makes Your Money</em> zaskakuje syntezatorową intymnością i zabawą wokalami, <em>Out Go The Lights</em> zachwyca melancholijnym klimatem. Wszystkie elementy składają się na spójną całość, zgrabnie połączoną niebanalną melodyjnością, rockową zadziornością i pulsującym groove’m. Britt Daniel po raz kolejny pokazuje jak świetnym jest wokalistą, do jego śpiewania zwyczajnie nie sposób się przyczepić.</p>
<p style="text-align: justify;">Spoon od lat oczywiście nie są już żadnym sekretem. Konsekwentnie dostarczane przez zespół bardzo dobre lub znakomite albumy wyrobiły im markę na całym świecie i ustanowiły grupę w charakterze niemal ikony i benchmarku niezależnego rocka. Stąd pewnie niewyobrażalne oczekiwania w stosunku do każdej płyty. Tymczasem zespół robi swoje i co parę lat dostarcza porcję nowego solidnego materiału, który przełomu co prawda nie czyni, ale też nie rozczarowuje.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="415" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="name" value="delve_playerf41db15d64b449eaa0064d5529d83f23334260e" /><param name="flashvars" value="mediaId=848d6b3622ac40a4b388b15a7aef22eb&amp;playerForm=88a26316a62d4655a806dda0da4e95ca&amp;=true" /><param name="src" value="http://assets.delvenetworks.com/player/loader.swf" /><param name="wmode" value="transparent" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="415" src="http://assets.delvenetworks.com/player/loader.swf" allowfullscreen="true" wmode="transparent" flashvars="mediaId=848d6b3622ac40a4b388b15a7aef22eb&amp;playerForm=88a26316a62d4655a806dda0da4e95ca&amp;=true" name="delve_playerf41db15d64b449eaa0064d5529d83f23334260e"></embed></object></p>
<div style="font-size:0.9em;"><a href="/watch/2995486-spoon-written-in-reverse"></a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/americas-best-kept-secret/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Obrazowanie rezonansu magnetycznego</title>
		<link>http://marazz.com/obrazowanie-rezonansu-magnetycznego</link>
		<comments>http://marazz.com/obrazowanie-rezonansu-magnetycznego#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Feb 2010 16:26:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[beck]]></category>
		<category><![CDATA[charlotte gainsbourg]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=307</guid>
		<description><![CDATA[Charlotte Gainsbourg to w pierwszej kolejności chyba nadal córka swoich słynnych rodziców, francuskiego aktora/piosenkarza/skandalisty (kolejność dowolna) Serge’a Gainsbourg’a i brytyjskiej aktorki/piosenkarki Jane Birkin. Już samo genialne Je t’aime… moi non plus zapewniło duetowi nieśmiertelność, a życie i twórczość Serge’a Gainsbourg’a to temat na niejedną książkę czy film. W drugiej kolejności artystkę kojarzyć można z jej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-308" title="charlotte_gainsbourg_IRM" src="http://marazz.com/obrazki/charlotte_gainsbourg_IRM1-225x200.jpg" alt="charlotte_gainsbourg_IRM" width="225" height="200" />Charlotte Gainsbourg to w pierwszej kolejności chyba nadal córka swoich słynnych rodziców, francuskiego aktora/piosenkarza/skandalisty (kolejność dowolna) Serge’a Gainsbourg’a i brytyjskiej aktorki/piosenkarki Jane Birkin. Już samo genialne <a href="http://www.youtube.com/watch?v=sHiMDB19Dyc" target="_blank"><em>Je t’aime… moi non plus</em></a> zapewniło duetowi nieśmiertelność, a życie i twórczość Serge’a Gainsbourg’a to temat na niejedną książkę czy film.<br />
W drugiej kolejności artystkę kojarzyć można z jej karierą aktorską. Charlotte debiutowała na ekranie już w wieku 13 lat, a jej najbardziej znane dotychczas w wymiarze międzynarodowym role to <em>21 gramów</em>, <em>I’m Not There</em> i <em>Antychryst</em>.<br />
Dopiero w trzeciej kolejności Charlotte Gainsbourg znana jest (bardziej lub mniej) ze swoich dokonań muzycznych. Pierwszy raz usłyszeć ją można było na albumie Serge’a Gainsbourg’a, gdzie jej słynny duet z ojcem <a href="http://www.youtube.com/watch?v=LE06lqT0Y2g" target="_blank"><em>Lemon Incest</em></a> wzbudził wiele kontrowersji, biorąc pod uwagę fakt, że Charlotte miała wówczas 13 lat. Dwa lata później, nastolatka debiutowała już z własną płytą.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>IRM</em> to trzecia płyta artystki. Tytuł to francuski skrót na obrazowanie rezonansu magnetycznego (fr. L&#8217;imagerie par résonance magnétique) i w przypadku tej płyty jest to tytuł znaczący. Latem 2007 roku artystka uległa z pozoru niegroźnemu wypadkowi na nartach wodnych, wskutek którego doznała wylewu krwi do mózgu i musiała zostać poddana poważnej operacji. Po operacji Gainsbourg wielokrotnie musiała przechodzić badania głowy na rezonansie magnetycznym, a wydawane przez to urządzenie charakterystyczne dźwięki starała się zmieniać w muzykę by złagodzić pourazową traumę i niepewność związaną z oczekiwaniem na wyniki badania. To dramatyczne doświadczenie musiało odcisnąć spore piętno na życiu artystki. Być może już wówczas pojawił się pomysł na tytuł i kształt nowej płyty. Dzisiaj Charlotte otwarcie przyznaje, że płyta jest inspirowana jej wypadkiem i jego następstwami.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>IRM</em> to płyta „technicznie” podobna do wydanej w 2006 roku poprzedniczki <em>5:55</em>. Podobnie jak <em>5:55</em> była w całości skomponowana i wyprodukowana przez francuski duet Air, tak w przypadku <em>IRM</em> obowiązki kompozytora, producenta, a ponadto także wykonawcy większości muzyki na albumie, przypadły Beckowi. W dużej mierze jest więc to album Becka, którego kompozytorskie, tekściarskie, wokalne, a przede wszystkim multiinstrumentalne zdolności dominują w warstwie muzycznej płyty. Taki układ odpowiada Charlotte Gainsbourg, która deklaruje, że celowo nie komponuje i nie pisze tekstów, gdyż chce zachować aktorski dystans do śpiewanych przez siebie piosenek.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-309" title="charlotte_gainsbourg_beck" src="http://marazz.com/obrazki/charlotte_gainsbourg_beck1-225x149.jpg" alt="charlotte_gainsbourg_beck" width="300" height="198" />Album jako całość nosi niepodważalne piętno Becka, choć nie ma tutaj bezpośrednich odniesień do cech rozpoznawczych znanych z jego albumów. Nie ma zabawy kiczem, nie ma zakręconych funkowo-soulowych wstawek. Pozostała natomiast charakterystyczna dla Becka instrumentacja z zastosowaniem całej palety instrumentów i dźwięków, które ogarnia i nad którymi panuje w typowy dla siebie sposób. Beck przeniósł na tę płytę wiele z wcieleń, które prezentował na swoich wydawnictwach, w niektórych utworach mamy więc skupione brzmienia w stylu <em>Odelay</em>, w innych bardziej stonowany styl <em>Mutations</em>, a jeszcze gdzie indziej melancholijne, akustyczne brzmienia <em>Sea Change</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">To prawda, że <em>Heaven Can Wait</em> zdecydowanie wyróżnia się na tle tego albumu, bo to w oczywisty sposób najbardziej przebojowa piosenka w zestawie. Ale pomijając kwestię przebojowości, płyta zawiera wiele świetnych piosenek i jako całość wypada bardzo dobrze. Czy to quasi-trip hopowe <em>Trick Pony</em>, czy filmowe <em>Vanities</em>, lekko glamowe <em>Dandelion</em>, słodko popowe <em>Time of the Assassins</em> czy enigmatyczne <em>La Collectionneuse</em> (świetne smyczki!), płyta przyjemnie wciąga i obdarowuje słuchacza świetnymi melodiami.</p>
<p style="text-align: justify;">Beckowi udała się sztuka zarówno nadania albumowi swojego stylu, jak i pozostania nieco w tle, co sprawiło, że ta współpraca przyniosła tak dobry rezultat. Wkładu Charlotte Gainsbourg w album nie można w żadnym wypadku ograniczyć jedynie do odśpiewania materiału przygotowanego przez Becka, bo to właśnie jej głos i sposób interpretacji tych piosenek sprawiają, że płyta jest tak interesująca. Pomimo zwiewności wykonania, w każdym utworze czuć emocjonalne zaangażowanie artystki i osobisty związek z piosenkami.</p>
<p style="text-align: justify;">Ten album został już mocno zauważony i, mam wrażenie, doceniony. Żadnym przełomem w karierze artystki z pewnością nie będzie, ale być może wzmocni odrobinę muzyczną stronę kariery Charlotte Gainsbourg i wyrówna nieco wspomniane na wstępie proporcje pomiędzy tym, z czego jest znana.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/fxyDxsJh0lA&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/fxyDxsJh0lA&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/mfFDHNpqwhY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/mfFDHNpqwhY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/obrazowanie-rezonansu-magnetycznego/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Blisko ideału, czyli Japandroids w Poznaniu</title>
		<link>http://marazz.com/blisko-idealu-czyli-japandroids-w-poznaniu</link>
		<comments>http://marazz.com/blisko-idealu-czyli-japandroids-w-poznaniu#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 18:01:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[garage rock]]></category>
		<category><![CDATA[japandroids]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[poznań]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=284</guid>
		<description><![CDATA[Na 15 minut przed planowym rozpoczęciem koncertu, poznański Eskulap świecił pustkami, a po korytarzach snuło się wszystkiego może z pięć osób obsługi. Zdziwienie jakąkolwiek publicznością było na tyle duże, że nie sprawdzono nam nawet biletów przy wejściu do klubu. Mała salka na piętrze wydawała się być jeszcze za duża na ten koncert. Obawa przed kompromitacją [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="aligncenter size-full wp-image-291" title="japandroids_koncert_1" src="http://marazz.com/obrazki/japandroids_koncert_11.jpg" alt="japandroids_koncert_1" width="663" height="293" />Na 15 minut przed planowym rozpoczęciem koncertu, poznański Eskulap świecił pustkami, a po korytarzach snuło się wszystkiego może z pięć osób obsługi. Zdziwienie jakąkolwiek publicznością było na tyle duże, że nie sprawdzono nam nawet biletów przy wejściu do klubu. Mała salka na piętrze wydawała się być jeszcze za duża na ten koncert. Obawa przed kompromitacją poznańskiej publiki wisiała w powietrzu. Na szczęście z czasem pojawiło się więcej ludzi i po jakiejś pół godzinie oczekiwania Japandroids wyszli na scenę by zaprezentować się około 150 osobom zebranym w klubie, którym udało się jednak zapełnić nie więcej niż połowę sali.</p>
<p style="text-align: justify;">Przyznaję, że <em>Post-Nothing</em>, zeszłoroczny debiut zespołu, trochę długo walczył o moją uwagę i uznanie. Dzisiaj uważam, że jest to jedna z perełek płytowych 2009 roku, ale przez dłuższy czas wrzucałem ich do jednego shitgaze’owego wora z takimi wykonawcami jak No Age czy Wavves, których twórczość nie całkiem do mnie przemawia. Ale z czasem płyta zaczęła mi się coraz bardziej podobać i był taki okres, przed paroma tygodniami, że zawładnęła mną niemal całkowicie. Koncertu nie przepuściłbym więc za żadne diabły i nawet jakieś paskudne przeziębienie nie było w stanie zatrzymać mnie w czwartkowy wieczór w domu.</p>
<p style="text-align: justify;">Japandroids to dwóch chłopaków z Vancouver, Brian King i Dave Prowse, którzy grają wyłącznie na gitarę i perkusję, dzieląc jednocześnie między sobą obowiązki wokalne. Duża scena nie jest im więc potrzebna i takie ciasne klubowe warunki nie tyle są dla nich wystarczające, co wprost idealnie nadają się do odbioru ich muzyki, sprzyjając bezpośredniemu kontaktowi zespołu z publicznością, która ma zespół dosłownie na wyciągnięcie ręki.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-295" title="japandroids_koncert_3" src="http://marazz.com/obrazki/japandroids_koncert_3-225x193.jpg" alt="japandroids_koncert_3" width="225" height="193" />Japandroids na żywo w Eskulapie wypadli rewelacyjnie. Głośno, ale nie za głośno, agresywnie, ale czysto, mocno i rasowo. Zespół zagrał prawie całą swoją debiutancką płytę (zabrakło tylko <em>I Quit Girls</em>), kilka starszych numerów z wydanych wcześniej EP-ek, jeden nowy utwór (niestety, najsłabszy moment koncertu) i cover Mclusky na bis. Wszystkiego jakieś 70 minut. 70 minut, podczas których ze sceny kipiało rockową energią, a zespół dawał z siebie wszystko. Zwłaszcza Brian, gitarzysta i wokalista, nieustannie wił się, skakał i szalał na scenie niczym żywe srebro. Jak w pewnym momencie żartobliwie przyznał, najbardziej lubi te utwory, które śpiewa Dave, perkusista i wokalista, bo wtedy może dowoli szaleć tak jak publiczność. Te słowa niemal bez wytchnienia zamieniał w czyn.</p>
<p style="text-align: justify;">Muzycznie, Japandroids to surowy, garażowy, gitarowy rock, wyraźnie osadzony w estetyce lo-fi, co bardziej jednak słychać na płycie niż słuchając ich nieco agresywniejszego koncertowego brzmienia. W gruncie rzeczy jednak ta estetyka skrywa melodyjne, popowe piosenki, do których duet wyraźnie ma talent. Proste, nieraz bezsensowne teksty tylko potwierdzają, że w tej muzyce chodzi przede wszystkim o zabawę i radość tworzenia i grania muzyki.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-297" title="japandroids_koncert_2" src="http://marazz.com/obrazki/japandroids_koncert_21-225x163.jpg" alt="japandroids_koncert_2" width="225" height="163" />To był fantastyczny koncert. Taki, który daje potężnego kopa energii i który odradza wiarę w proste, szczere rockowe wymiatanie. Bez efektów, gadżetów i upiększeń. Gitara, perkusja i wokal, czysta esencja rockowego grzania. Dowód na to, że proste, ale nietuzinkowe kompozycje w połączeniu z ogromnym sercem do grania to nadal recepta, która działa.</p>
<p style="text-align: justify;">Życzyłbym sobie częściej być uczestnikiem takich koncertów, żeby ciągle na nowo ładować baterie, ciągle na nowo doświadczać tego olśnienia jaki naprawdę powinien być rock i jakim przeżyciem powinien być rockowy klubowy koncert. Japandroids w czwartek w Eskulapie pokazali to coś nieuchwytnego, co, przy kompletnym braku wirtuozerii i dbałości o detale, daje słuchaczowi prostą, szczeniacką radość. Wchłonąłem ten koncert jak gąbka, bez chwili znużenia. Jeśli chodzi o moje wyobrażenie klubowego rockowego gigu, byli blisko ideału.</p>
<p style="text-align: justify;">Zapowiedzieli, że wrócą do Polski. Gdziekolwiek by nie grali, ja tam na pewno będę.</p>
<p style="text-align: justify;">Japandroids<br />
Eskulap, Poznań<br />
28 stycznia 2010</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/blisko-idealu-czyli-japandroids-w-poznaniu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lepiej z płyty, czyli The xx na żywo</title>
		<link>http://marazz.com/lepiej-z-plyty-czyli-the-xx-na-zywo</link>
		<comments>http://marazz.com/lepiej-z-plyty-czyli-the-xx-na-zywo#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Jan 2010 15:15:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[berlin]]></category>
		<category><![CDATA[elektronika]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[the xx]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=271</guid>
		<description><![CDATA[Astra Kulturhaus w Berlinie to dla mnie nowa miejscówka, nie miałem jeszcze okazji tam być. Sala mieści się w starej przemysłowej hali, dwa kroki od centrum Berlina, naprzeciwko sympatycznego hotelu i równie sympatycznej hinduskiej knajpki, co logistycznie zawsze sprzyja koncertowemu wieczorowi w Berlinie, a przy temperaturach rzędu minus kilkanaście stopni staje się bezcenne. W najbliższych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Astra Kulturhaus w Berlinie to dla mnie nowa miejscówka, nie miałem jeszcze okazji tam być. Sala mieści się w starej przemysłowej hali, dwa kroki od centrum Berlina, naprzeciwko sympatycznego hotelu i równie sympatycznej hinduskiej knajpki, co logistycznie zawsze sprzyja koncertowemu wieczorowi w Berlinie, a przy temperaturach rzędu minus kilkanaście stopni staje się bezcenne. W najbliższych miesiącach w Astrze odbędzie się kilka ciekawych koncertów, z pewnością będzie więc okazja by salę odwiedzić ponownie.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-272" title="the_xx_koncert_1" src="http://marazz.com/obrazki/the_xx_koncert_11-225x168.jpg" alt="the_xx_koncert_1" width="225" height="168" />The xx zagrali tego wieczoru dwa koncerty. Na pierwszy nie zdążyliśmy kupić biletów, mieliśmy więc okazję zobaczyć drugi show tego wieczoru, który rozpoczął się około północy. Zespół nie zdradzał raczej oznak zmęczenia, ale też trzeba przyznać, że The xx nie należą do tych, którzy jakoś specjalnie forsują się fizycznie na scenie. Taka postawa koncertowa rzecz jasna nie może dziwić, bo kameralna i intymna muzyka zespołu sprzyja właśnie takiej choreografii.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright size-medium wp-image-273" title="the_xx_koncert_4" src="http://marazz.com/obrazki/the_xx_koncert_41-225x168.jpg" alt="the_xx_koncert_4" width="225" height="168" />The xx, po odejściu z zespołu gitarzystki Barii Qureshi, grają obecnie w trójkę i taki też skład zaprezentował się na scenie w Berlinie. Zespół zagrał praktycznie cały swój materiał, zabrakło jedynie paru coverów, które grupa włączała wcześniej do swojego repertuaru. The xx na żywo to przede wszystkim fantastycznie brzmiący głos wokalistki i gitarzystki Romy Madley Croft, głos wokalisty Olivera Sima był nieco zmęczony, co można wytłumaczyć faktem, ze był to drugi show zespołu tego wieczoru. Nie mniej jednak, oba głosy brzmią ze sceny świetnie, wzajemnie się przeplatając, pojedynkując i tworząc głębokie harmonie. Muzycznie, obecne The xx to przede wszystkim brak gitary rytmicznej. Zespołowi nie udało się jak dotąd wypełnić luki powstałej po odejściu Qureshi, co tworzy w wielu momentach pustkę i braki w brzmieniu zespołu. Koncertowe oblicze The xx na pewno zyskałoby na uzupełnieniu składu bądź przearanżowaniu utworów, bo teraz zwyczajnie słychać, że na scenie mamy trzy czwarte właściwego składu.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-274" title="the_xx_koncert_5" src="http://marazz.com/obrazki/the_xx_koncert_51-225x168.jpg" alt="the_xx_koncert_5" width="225" height="168" />Cały koncert trwał około godziny, na więcej zwyczajnie brakuje zespołowi repertuaru (grupa ma w dorobku jedną płytę, o której więcej pisałem <a href="http://marazz.com/the-xx-%E2%80%93-debiut-roku" target="_self">tutaj</a>). The xx to nie jest zespół wybitnie koncertowy. Choć ich muzyki słucha się na żywo przyjemnie ,to jednak koncert nie jest ani spektakularnym wydarzeniem ani wyjątkowym przeżyciem. The xx grają muzykę tak subtelną i wyciszoną, że zdaje się ona przegrywać z wypełnioną po brzegi salą i, w tych najbardziej delikatnych momentach, nie znajduje drogi przebicia i ginie w ogólnym szumie i gwarze towarzyszącym takiemu zgromadzeniu. Zderzenie muzyki zespołu z brutalną prawdą, że publiczność przychodzi na koncert przede wszystkim po to by się zabawić, stawia The xx na przegranej pozycji. Publiczność w takim miejscu nie ma cierpliwości do szeptanych ze sceny wyznań czy do intymnego klimatu, jaki tworzy się w trakcie odbioru płyty w domowym zaciszu, a jaki zespół próbuje również budować na scenie. Jest to doskonale widoczne po reakcjach ludzi zebranych w sali – ludzie chcą posłuchać beatu, chcą się pobujać w rytm muzyki, czasem trochę pośpiewać. Gdy jest zbyt cicho i intymnie, zaczynają się nudzić i gadać, bo przecież każdy zwykle przychodzi z jakimś towarzystwem.</p>
<p style="text-align: justify;">Moim zdaniem, każdy zespół warto osobiście sprawdzić na scenie. Odbiór muzyki na żywo jest jedną z najfajniejszych form obcowania z muzyką w ogóle. Jednakże, akurat w przypadku The xx, nie ma co jakoś specjalnie wyrywać na koncert, bo The xx to zespół, który zdecydowanie lepiej sprawdza się z płyty.</p>
<p>The xx<br />
Astra Kulturhaus, Berlin<br />
22 stycznia 2010</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/MYQ6IeE4VNw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/MYQ6IeE4VNw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/b0QuNU1gnR0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/b0QuNU1gnR0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/65vId7DbSu0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/65vId7DbSu0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/lepiej-z-plyty-czyli-the-xx-na-zywo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Policjantka w akcji</title>
		<link>http://marazz.com/policjantka-w-akcji</link>
		<comments>http://marazz.com/policjantka-w-akcji#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Jan 2010 13:34:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[joan as police woman]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[r&b]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[soul]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=262</guid>
		<description><![CDATA[Joan As Police Woman to projekt, któremu lideruje Joan Wasser, klasycznie wykształcona skrzypaczka, która jednak porzuciła skrzypce na rzecz muzyki bardziej popularnej. Po okresie uczestnictwa w kilku punkowych składach w drugiej połowie lat 90-tych, Joan Wasser współpracowała z wieloma znanymi artystami, m.in. z Sheryl Crow, Rufusem Wainwrightem, Lou Reedem czy, z czego jest chyba najbardziej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Joan As Police Woman to projekt, któremu lideruje Joan Wasser, klasycznie wykształcona skrzypaczka, która jednak porzuciła skrzypce na rzecz muzyki bardziej popularnej. Po okresie uczestnictwa w kilku punkowych składach w drugiej połowie lat 90-tych, Joan Wasser współpracowała z wieloma znanymi artystami, m.in. z Sheryl Crow, Rufusem Wainwrightem, Lou Reedem czy, z czego jest chyba najbardziej znana, Antony and the Johnsons. W 2002 roku artystka zainaugurowała projekt Joan As Police Woman i od tej pory głównie na tym zespole skupia swoją aktywność. Zespół ma w dorobku dwa albumy, <em>Real Life</em> z 2006 roku i wydany dwa lata później <em>To Survive</em>. Muzyka grupy, określana często jako „punk rock R&amp;B” i „American soul music”, łączy elementy klasycznego soulu z rockowym brzmieniem i zadziornością.</p>
<p style="text-align: justify;">Do Polski przyjechali na jeden koncert, który otwiera europejską część trasy promującej najnowszy album zespołu, <em>Covers</em>, zawierający, jak tytuł wskazuje, covery utworów artystów tak różnych jak m.in. David Bowie, Sonic Youth, Public Enemy, The Beatles, Jimi Hendrix czy Britney Spears (!).</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-263" title="joan_koncert" src="http://marazz.com/obrazki/joan_koncert1-225x129.jpg" alt="joan_koncert" width="310" height="177" />Pod wieloma względami był to przedziwny koncert. Muzycznie było bardzo ok. Półtoragodzinny solidny występ, podczas którego Joan Wasser i towarzyszący jej Tyler Wood (klawisze) i Parker Kindred (perkusja) zaprezentowali zarówno najbardziej znane utwory z poprzednich płyt zespołu, jak i kilka coverów z nowej płyty, nie rozczarował. Joan As Police Woman pokazali sporą dawkę perfekcjonizmu muzycznego, dbałości o brzmienie i nienaganność wykonania na żywo. Doskonale zabrzmiały soulowe kompozycje, które znakomicie eksponowały ciekawy głos wokalistki, fajna energia pojawiała się w ostrzejszych utworach.</p>
<p style="text-align: justify;">Niestety, dobra forma muzyczna zespołu została skonfrontowana z kompletnie nietrafionym wyborem miejsca, w którym odbył się koncert oraz, co się z tym wiąże, w dużej mierze przypadkową publicznością. Sala teatralna Centrum Sztuki Impart we Wrocławiu nie robi wrażenia nawet jako sala teatralna właśnie, a już organizowanie w niej koncertów innych niż poezji śpiewanej zakrawa na brak wyobraźni i absurd. W konsekwencji, zamiast przyjemnego bujania się publiki w jakimś kameralnym, lekko przydymionym klubie, mieliśmy sztywno siedzącą w niewygodnych teatralnych krzesłach publiczność, która (z niewielkimi wyjątkami) nie przejawiała żadnej reakcji na to, co działo się na scenie. Publiczność, dodajmy, w dużej mierze przypadkową, która przyszła chyba bardziej do teatru niż na koncert i której udało się zapełnić jedynie nieco ponad połowę sali.</p>
<p style="text-align: justify;">Pomimo, pewnego rozkręcenia się zespołu i publiczności w trakcie koncertu, Joan Wasser do końca nie udało się nawiązać z publiką kontaktu adekwatnego do jej muzyki. Nie chwyciła pogaduszka o pogodzie, nie chwyciła anegdota o polskich sklepach na Greenpoincie. Nie pomogło też tych kilka osób na sali, których sporadyczne okrzyki w guście „ja też umiem powiedzieć trzy słowa prawie dobrze po angielsku”, bardziej obnażały żenadę tej publiczności niż przyczyniały się w jakikolwiek sposób do stworzenia atmosfery właściwej koncertowi. Wszystko to sprawiło, że klimat był lekko nerwowy (miałem wrażenie, że zarówno dla zespołu, jak i dla publiczności) i momentami zalatywał niemalże komedią sytuacyjną.</p>
<p style="text-align: justify;">Trochę szkoda tego koncertu. Przy odpowiedniejszym doborze miejsca to spotkanie mogło być dla obu stron ciekawsze.</p>
<p style="text-align: justify;">Joan As Police Woman<br />
Centrum Sztuki Impart, Wrocław<br />
21 stycznia 2010</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/NF75tbK7leQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/NF75tbK7leQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/LKEc8EN1p-I&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/LKEc8EN1p-I&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/policjantka-w-akcji/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wampiry da się lubić</title>
		<link>http://marazz.com/wampiry-da-sie-lubic</link>
		<comments>http://marazz.com/wampiry-da-sie-lubic#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Jan 2010 14:04:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[afro pop]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[pop]]></category>
		<category><![CDATA[vampire weekend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=247</guid>
		<description><![CDATA[Alice Cooper, snując w jakimś wywiadzie swoje opowieści starego pierdziela, żalił się na brak jaj dzisiejszej rockowej młodzieży. Opowiadał jak to kiedyś wybrał się na koncert zespołu Vampire Weekend, bo bardzo mu się spodobała nazwa i spodziewał się jakiejś krwawej jatki, a zobaczył kilku mięczaków w t-shirtach z Gapa śpiewających piosenki o letnim deszczu i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span> </span><span> </span><img class="alignleft size-medium wp-image-254" title="vampire_weekend_contra" src="http://marazz.com/obrazki/vampire_weekend_contra1-221x225.jpg" alt="vampire_weekend_contra" width="221" height="225" />Alice Cooper, snując w jakimś wywiadzie swoje opowieści starego pierdziela, żalił się na brak jaj dzisiejszej rockowej młodzieży. Opowiadał jak to kiedyś wybrał się na koncert zespołu Vampire Weekend, bo bardzo mu się spodobała nazwa i spodziewał się jakiejś krwawej jatki, a zobaczył kilku mięczaków w t-shirtach z Gapa śpiewających piosenki o letnim deszczu i robaczkach świętojańskich. Wystarczy <a href="http://imgsrv.nightswithalicecooper.com/image/nwac/UserFiles/Image/cooper-alice-photo-xl-alice-cooper-6226509.jpg" target="_blank">spojrzeć na człowieka</a>, żeby stwierdzić, że, o ile sam nim nie jest, to na pewno z wampirami jest za pan brat, ale targetem Vampire Weekend z pewnością nie.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdy Vampire Weekend debiutowali dwa lata temu albumem pod tym samym tytułem, z miejsca zebrali doskonałe recenzje i stali się pupilkami zarówno fanów, jak i krytyki muzycznej. Sympatyczna mieszanka indie rocka z wyraźną popową smykałką i afrykańskimi rytmami, a także kilka niezwykle udanych hitów, jak choćby <a href="http://www.youtube.com/watch?v=_XC2mqcMMGQ" target="_blank"><em>A-Punk</em></a> czy <a href="http://www.youtube.com/watch?v=P_i1xk07o4g" target="_blank"><em>Oxford Comma</em></a> sprawiły, że urokliwy debiut czwórki Nowojorczyków to płyta, która wyróżniła zespół z natłoku corocznych debiutantów i której słucha się nader przyjemnie. Poprzeczka została zawieszona dość wysoko.</p>
<p style="text-align: justify;">Wydana przed tygodniem, druga płyta zespołu <em>Contra</em>, jednak nie zawodzi. Płyta zawiera materiał w dużym stopniu pokrewny z debiutem, nadal mamy zagrane z niezwykłą lekkością zgrabne rockowe piosenki z odrobiną afro-popu, bardziej jednak w wydaniu Talking Heads i Paula Simona z okresu <em>Graceland</em> niż afro-beatowych jamów w stylu Fela Kuti. Aby otrzymać kompletny obraz muzyki Vampire Weekend, wpływów i inspiracji należałoby wymienić zdecydowanie więcej. Trochę wysublimowanego gitarowego popu à la The Smiths, pulsujący groove reggae, rwane tętno ska, elektro-pop z użyciem Auto-tune, nieco klasycznego punka z pod znaku The Clash, taneczne rytmy rodem z Bollywood – w tym tyglu znajdziemy to wszystko i dużo więcej. To bogactwo stylów, dźwięków i inspiracji stanowi w dużej mierze o jakości albumu i sprawia, że słuchanie Vampire Weekend jest tak przyjemnym doznaniem.</p>
<p style="text-align: justify;">Vampire Weekend stanęli na wysokości zadania. <em>Contra</em>, nie tylko dorównuje poziomem swojej poprzedniczce, co, moim zdaniem, jest płytą lepszą, równiejszą, bardziej przemyślaną i spójną. Zespół wyraźnie nabrał pewności siebie, poprawił brzmienie, nie zaniedbując jednocześnie wszystkich atutów pierwszej płyty, w szczególności lekkości kompozycji, zaraźliwej melodyjności i swoistego uroku, który emanuje z tych piosenek. Na płycie nie ma może tak wyróżniających się utworów, jak wspomniane wcześniej <em>Oxford Comma</em> czy <em>A-Punk</em> zamieszczone na debiucie, ale też nie ma na tej płycie wypełniaczy i żaden utwór nie jest zbędny.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/1e0u11rgd9Q&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/1e0u11rgd9Q&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/wampiry-da-sie-lubic/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Shout Out Louds</title>
		<link>http://marazz.com/shout-out-louds</link>
		<comments>http://marazz.com/shout-out-louds#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jan 2010 14:39:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Koszyk]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>
		<category><![CDATA[shout out louds]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=244</guid>
		<description><![CDATA[Szwedzki indie popowy zespół Shout Out Louds zdaje się nabierać coraz większego rozgłosu z każdą płytą. Od 2003 roku systematycznie, krok po kroku podbijają kolejno Szwecję, Skandynawię, Europę i Amerykę. Walls to pierwszy singiel z nadchodzącego trzeciego albumu Work. Podoba mi się jak z dość rozproszonej formy utwór nabiera spójności, rozpędu i pewności siebie. Jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Szwedzki indie popowy zespół Shout Out Louds zdaje się nabierać coraz większego rozgłosu z każdą płytą. Od 2003 roku systematycznie, krok po kroku podbijają kolejno Szwecję, Skandynawię, Europę i Amerykę. <em>Walls</em> to pierwszy singiel z nadchodzącego trzeciego albumu <em>Work</em>.<br />
Podoba mi się jak z dość rozproszonej formy utwór nabiera spójności, rozpędu i pewności siebie. Jest energetycznie, dynamicznie i melodyjnie. Całkiem porządny kawałek gitarowego popu.</p>
<p><object width="560" height="340"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4-66yQoWwzY&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/4-66yQoWwzY&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/shout-out-louds/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bluesowe nawijanie</title>
		<link>http://marazz.com/bluesowe-nawijanie</link>
		<comments>http://marazz.com/bluesowe-nawijanie#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Jan 2010 20:17:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[blakroc]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[hip-hop]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=238</guid>
		<description><![CDATA[Łączenie rocka z hip-hopem nie zawsze przynosiło dobre rezultaty. Oczywiście nie mam na myśli takich klasyków jak Beastie Boys czy Rage Against The Machine, ale raczej cały gówno warty nurt nu-metal, z krzykaczami pokroju Linkin Park, P.O.D. czy inne Puddle of Mudd na czele. Całe szczęście, że ten chwilowy wybryk odchodzi powoli w zapomnienie. Chłopaki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Łączenie rocka z hip-hopem nie zawsze przynosiło dobre rezultaty. Oczywiście nie mam na myśli takich klasyków jak Beastie Boys czy Rage Against The Machine, ale raczej cały gówno warty nurt nu-metal, z krzykaczami pokroju Linkin Park, P.O.D. czy inne Puddle of Mudd na czele. Całe szczęście, że ten chwilowy wybryk odchodzi powoli w zapomnienie.</p>
<p style="text-align: justify;">Chłopaki z The Black Keys chyba zawsze mieli ciągoty do czarnej muzyki. Wszystkie ich płyty (a wydali ich już pięć), pomimo wyraźnie blues-rockowej i garażowej stylistyki, cechuje ten specyficzny rodzaj wrażliwości i brzmienia, które często znajdziemy w off-mainstreamowym hip-hopie. Elementy funka i soulu też można było zawsze wyśledzić w ich muzyce. Nie było więc w tym nic dziwnego, że ich ostatnią płytę, <em>Attack &amp; Release</em> z 2008 roku, wyprodukował Danger Mouse, facet znany ostatnimi laty głównie z roli producenta i szczuplejszej połowy duetu Gnarls Barkley, a mający również na swoim koncie moim zdaniem jedną z ciekawszych płyt hip-hopowych ubiegłej dekady, nagraną wspólnie z brooklyńskim MC Jemini <em>Ghetto Pop Life</em> z 2003 roku.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-239" title="blakroc_cover" src="http://marazz.com/obrazki/blakroc_cover1-225x225.jpg" alt="blakroc_cover" width="225" height="225" />Wszystko to, z punktu widzenia dnia dzisiejszego, mając przed sobą wydany przed około miesiącem album Blakroc, wydaje się składać w bardzo logiczny rozwój wypadków. Album zawiera jedenaście utworów będących wynikiem kolaboracji duetu The Black Keys z kilkunastoma poważnymi osobistościami współczesnego hip-hopu.</p>
<p style="text-align: justify;">Twórcom tego albumu udało się uniknąć pułapek, w której najczęściej wpadają rap-rockowe inicjatywy, przede wszystkim dlatego, że zamiast gangsterskiej, blokerskiej agresji podbitej jakimiś ostrymi riffami, mamy tutaj bardziej liryczne, soulowe, przydymione oblicze hip-hopu w towarzystwie wysublimowanych blues-rockowych aranżacji. Realizatorzy tej produkcji postawili na głębokie, analogowe, autentyczne brzmienie żywych instrumentów, tworzących ciepłą, niemal domową atmosferę nagrania. Na ich tle nawijki takich gwiazd jak Mos Def, RZA, Raekwon czy Q-Tip, uzupełnionych kilkoma kultowymi postaciami undergroundu, jak Billy Danze, Jim Jones czy Pharoahe Monch, wypadają świetnie. Jakby tego było mało, Nicole Wray dodaje nieco soulowej duszy kilku kompozycjom.</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo, że ta skromna płyta bynajmniej do tego nie aspiruje, wyznacza w dużej mierze zupełnie odmienne od dotychczasowych standardy fuzji rocka z hip-hopem. Bluesowy feeling zdecydowanie lepiej współgra z duchem hip-hopu niż metalowe riffy i mam nadzieję, że ta płyta wskazuje kierunek dalszych poczynań. Ja w każdym razie bardzo przyjemnie spędzam czas z <em>Blakroc</em> i już dzisiaj przyznaję, że liczę na ciąg dalszy.</p>
<p style="text-align: justify;">P.S. Zachęcam do odwiedzenia strony <a href="http://www.blakroc.com/videos.html" target="_blank">Blakroc</a>, gdzie w zakładce Videos można obejrzeć 11-odcinkowy dokument z nagrywania płyty <em>The Blakroc Sessions</em>. Warto to zobaczyć, bo film fajnie oddaje atmosferę płyty. Dla mających mniej czasu, w tym samym miejscu umieszczono trailer będący streszczeniem dokumentu.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/-vtWNDI_EOI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/-vtWNDI_EOI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/bluesowe-nawijanie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lodowa opowieść</title>
		<link>http://marazz.com/lodowa-opowiesc</link>
		<comments>http://marazz.com/lodowa-opowiesc#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Jan 2010 17:13:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>marazz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Płyty]]></category>
		<category><![CDATA[elektronika]]></category>
		<category><![CDATA[fever ray]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://marazz.com/?p=226</guid>
		<description><![CDATA[Zanim zaczną pojawiać się tegoroczne wydawnictwa, między innymi te, o których pisałem już i będę jeszcze pisał w Koszyku, jeszcze przez jakiś pewnie czas będę wracał do płyt zeszłorocznych, o których chciałbym napisać, a nie zdążyłem w roku ich wydania. Mam nadzieję, że Nowy Rok nie stanowi dla Was cezury nie do przekroczenia i płyta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zanim zaczną pojawiać się tegoroczne wydawnictwa, między innymi te, o których pisałem już i będę jeszcze pisał w <a href="http://marazz.com/category/koszyk" target="_self">Koszyku</a>, jeszcze przez jakiś pewnie czas będę wracał do płyt zeszłorocznych, o których chciałbym napisać, a nie zdążyłem w roku ich wydania. Mam nadzieję, że Nowy Rok nie stanowi dla Was cezury nie do przekroczenia i płyta sprzed kilku nawet miesięcy nie będzie jedynie &#8220;so 2009&#8243;.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="size-medium wp-image-231 alignright" title="fever_ray_fever_ray" src="http://marazz.com/obrazki/fever_ray_fever_ray1-225x225.jpg" alt="fever_ray_fever_ray" width="225" height="225" />Fever Ray to solowe przedsięwzięcie Karin Dreijer Andersson, żeńskiej połowy szwedzkiego duetu The Knife, który współtworzy razem z bratem Olofem. Nad solową płytą Fever Ray zaczęła pracować po wypełnieniu obowiązków promocyjnych związanych z albumem <em>Silent Shout</em> The Knife z 2006 roku, który został świetnie przyjęty zarówno przez krytykę, jak i fanów. Rezultatem solowych aspiracji artystki jest płyta <em>Fever Ray</em>, wydana w marcu zeszłego roku i przez cały rok zyskująca postępujący rozgłos i uznanie, co znalazło swoje odzwierciedlenie również w moim zestawieniu <a href="http://marazz.com/najlepsze-plyty-2009-roku" target="_self">najlepszych płyt 2009 roku</a>.</p>
<p style="text-align: justify;">Daleko idąca spójność artystyczna solowej płyty Fever Ray z materiałem The Knife sprawia, że trudno mówić o jednym bez drugiego, a dla wielu <em>Fever Ray</em> to wręcz kontynuacja dokonań duetu. Takie ujęcie sprawia, że nie sposób uniknąć porównań. Fever Ray w dużej mierze kontynuuje stylistykę The Knife i w podobny sposób eksploruje elektroniczne brzmienia, stosując niejednokrotnie identyczne chwyty w odniesieniu do dźwięków syntezatorów czy wokali. Jako całość płyta wypada jednak nieco inaczej. Solowy album Dreijer Andersson charakteryzuje się nieco cięższą, klaustrofobiczną, mniej agresywną atmosferą, co znakomicie oddaje przewodni temat, który legł u podstaw powstania albumu, a którym według słów artystki są zaburzenia snu.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-235" title="fever_ray_photo" src="http://marazz.com/obrazki/fever_ray_photo2-225x196.jpg" alt="fever_ray_photo" width="225" height="196" />Brzmienie Fever Ray pozostało chłodne, ale nie jest tak krystaliczne i metaliczne jak The Knife, kierując się bardziej w nieco organiczne rejony. Ciekawe efekty przyniosły elektroniczne manipulacje i przetworzenia głosu, dzięki którym jego skala została rozpięta od ciężkiego, niskiego, wręcz starczego do histerycznego, zdesperowanego śpiewu. Wszystkie te zabiegi wokalne doskonale idą w parze z muzyką i wzmacniają klimat płyty. Klimat, który określiłbym właśnie jako chłodny i enigmatyczny, ale nie smutny czy depresyjny.</p>
<p style="text-align: justify;">Trudno wyróżnić którekolwiek utwory z tej płyty, bo cała płyta jest znakomita i równa. Do moich ulubionych należą <em>Triangle Walks</em> i <em>Keep The Streets Empty For Me</em>. Album jest koncepcyjnie bardzo spójny, jednak cechuje go zarazem pewna różnorodność. Fever Ray stosuje różne tempa, raz oferując syntezatorowe i perkusyjne beaty, innym razem rozlane, elektroniczne przestrzenie. W wielu miejscach słychać wyraźną inspirację syntezatorowym popem lat 80-tych (początek <em>Seven</em> to niemal wprost stare Depeche Mode), całość zachowuje jednak oryginalny charakter i Fever Ray nie można bynajmniej zarzucić jakiegokolwiek ślepego naśladownictwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Płyta nie od razu odkrywa wszystkie swoje atuty, wymaga od słuchacza nieco skupienia i wgłębienia się w jej świat. Pozornie zimna, pod swoją lodową skorupą kryje pulsującą energię, emocjonalne rozdarcie, melodyjne bogactwo i wiele smaczków aranżacyjnych. Słucha się jej lepiej z każdym kolejnym razem.</p>
<p style="text-align: justify;">Moim zdaniem, Fever Ray to jedna z najlepszych elektronicznych płyt zeszłego roku. I wydaje mi się, że spodoba się nie tylko fanom The Knife.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/oNs_69HkyDE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/oNs_69HkyDE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/4F-CpE73o2M&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/4F-CpE73o2M&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/jWFb5z3kUSQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/jWFb5z3kUSQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://marazz.com/lodowa-opowiesc/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
