Blisko ideału, czyli Japandroids w Poznaniu

japandroids_koncert_1Na 15 minut przed planowym rozpoczęciem koncertu, poznański Eskulap świecił pustkami, a po korytarzach snuło się wszystkiego może z pięć osób obsługi. Zdziwienie jakąkolwiek publicznością było na tyle duże, że nie sprawdzono nam nawet biletów przy wejściu do klubu. Mała salka na piętrze wydawała się być jeszcze za duża na ten koncert. Obawa przed kompromitacją poznańskiej publiki wisiała w powietrzu. Na szczęście z czasem pojawiło się więcej ludzi i po jakiejś pół godzinie oczekiwania Japandroids wyszli na scenę by zaprezentować się około 150 osobom zebranym w klubie, którym udało się jednak zapełnić nie więcej niż połowę sali.

Przyznaję, że Post-Nothing, zeszłoroczny debiut zespołu, trochę długo walczył o moją uwagę i uznanie. Dzisiaj uważam, że jest to jedna z perełek płytowych 2009 roku, ale przez dłuższy czas wrzucałem ich do jednego shitgaze’owego wora z takimi wykonawcami jak No Age czy Wavves, których twórczość nie całkiem do mnie przemawia. Ale z czasem płyta zaczęła mi się coraz bardziej podobać i był taki okres, przed paroma tygodniami, że zawładnęła mną niemal całkowicie. Koncertu nie przepuściłbym więc za żadne diabły i nawet jakieś paskudne przeziębienie nie było w stanie zatrzymać mnie w czwartkowy wieczór w domu.

Japandroids to dwóch chłopaków z Vancouver, Brian King i Dave Prowse, którzy grają wyłącznie na gitarę i perkusję, dzieląc jednocześnie między sobą obowiązki wokalne. Duża scena nie jest im więc potrzebna i takie ciasne klubowe warunki nie tyle są dla nich wystarczające, co wprost idealnie nadają się do odbioru ich muzyki, sprzyjając bezpośredniemu kontaktowi zespołu z publicznością, która ma zespół dosłownie na wyciągnięcie ręki.

japandroids_koncert_3Japandroids na żywo w Eskulapie wypadli rewelacyjnie. Głośno, ale nie za głośno, agresywnie, ale czysto, mocno i rasowo. Zespół zagrał prawie całą swoją debiutancką płytę (zabrakło tylko I Quit Girls), kilka starszych numerów z wydanych wcześniej EP-ek, jeden nowy utwór (niestety, najsłabszy moment koncertu) i cover Mclusky na bis. Wszystkiego jakieś 70 minut. 70 minut, podczas których ze sceny kipiało rockową energią, a zespół dawał z siebie wszystko. Zwłaszcza Brian, gitarzysta i wokalista, nieustannie wił się, skakał i szalał na scenie niczym żywe srebro. Jak w pewnym momencie żartobliwie przyznał, najbardziej lubi te utwory, które śpiewa Dave, perkusista i wokalista, bo wtedy może dowoli szaleć tak jak publiczność. Te słowa niemal bez wytchnienia zamieniał w czyn.

Muzycznie, Japandroids to surowy, garażowy, gitarowy rock, wyraźnie osadzony w estetyce lo-fi, co bardziej jednak słychać na płycie niż słuchając ich nieco agresywniejszego koncertowego brzmienia. W gruncie rzeczy jednak ta estetyka skrywa melodyjne, popowe piosenki, do których duet wyraźnie ma talent. Proste, nieraz bezsensowne teksty tylko potwierdzają, że w tej muzyce chodzi przede wszystkim o zabawę i radość tworzenia i grania muzyki.

japandroids_koncert_2To był fantastyczny koncert. Taki, który daje potężnego kopa energii i który odradza wiarę w proste, szczere rockowe wymiatanie. Bez efektów, gadżetów i upiększeń. Gitara, perkusja i wokal, czysta esencja rockowego grzania. Dowód na to, że proste, ale nietuzinkowe kompozycje w połączeniu z ogromnym sercem do grania to nadal recepta, która działa.

Życzyłbym sobie częściej być uczestnikiem takich koncertów, żeby ciągle na nowo ładować baterie, ciągle na nowo doświadczać tego olśnienia jaki naprawdę powinien być rock i jakim przeżyciem powinien być rockowy klubowy koncert. Japandroids w czwartek w Eskulapie pokazali to coś nieuchwytnego, co, przy kompletnym braku wirtuozerii i dbałości o detale, daje słuchaczowi prostą, szczeniacką radość. Wchłonąłem ten koncert jak gąbka, bez chwili znużenia. Jeśli chodzi o moje wyobrażenie klubowego rockowego gigu, byli blisko ideału.

Zapowiedzieli, że wrócą do Polski. Gdziekolwiek by nie grali, ja tam na pewno będę.

Japandroids
Eskulap, Poznań
28 stycznia 2010

Bookmark and Share

7 Responses to “Blisko ideału, czyli Japandroids w Poznaniu”

  1. nie_pamietam says:

    byłem i zgadzam się w stu procentach. pozdro!

  2. pszemcio says:

    shitgaze No Age?

  3. marazz says:

    pszemcio -> dla mnie jak najbardziej! choć w dzisiejszych czasach każde etykietowanie można tak samo poprzeć, jak podważyć.

  4. pszemcio says:

    chodziło mi raczej o samo słówko shit

  5. marazz says:

    hmmm… to nie bardzo rozumiem… może mylisz shitgaze z shoegazem?

  6. pszemcio says:

    nie mylę bo nie znałem pojęcia shitgaze i dlatego mnie zastanowiło czy to jakiś gatunkowy wyznacznik czy po prostu próba zjebania jakiejś estetyki czy?

    pzdrv

  7. marazz says:

    tak, intencja była chyba najbliższa temu ostatniemu :) niezbyt mnie ta estetyka i te kapele grzeją. Japandroids początkowo kojarzyłem gdzieś w tym kręgu.

Leave a Reply